Przejdź do głównej zawartości

A co wy zabieracie na spacer?

https://drive.google.com/uc?export=view&id=18ac-mOFp_pTa9zdDWnJS-8IsUwHJYxOp
Mój szanowny małżonek kiedyś się przejęzyczył i zamiast powiedzieć: „Idę i przyniosę to z samochodu”, powiedział: „przyniosę to z samolotu”. Nieźle się wtedy uśmiałam, a Jędrek skwitował to słowami: „bo wiesz, pomyliłem życie, które wiodę, z tym, które chciałbym wieść...” Aha.
Nasza Helena natomiast ma zupełnie odwrotnie. Ona sobie wiedzie życie dokładnie takie, jakie chce. Na wczorajszym spacerze na przykład rzuciła w pewnej chwili, patrząc na mnie wymownie:
Szkoda, że nie wzięliśmy detektora metalu!
Serio, serio! W pierwszej chwili zbaraniałam i zastanawiałam się, czy dobrze usłyszałam.
Czego? - spytałam.
Kiedy dostałam potwierdzenie, czyli powtórkę wypowiedzi, wtedy udałam głupa i spytałam  moją czteroletnią córkę:
- A co to i do czego nam to potrzebne? 
Ona pozostała niewzruszona. Serio wierzy, że mamy detektor metalu i tylko go nie zabraliśmy akurat na spacer. Wytłumaczyła mi do czego służy taki detektor i uznała, że gdybyśmy go zabrali na spacer to byśmy znaleźli skarb, a tak to nic. W tym czasie Ignacy miał mega bekę, ale taką w ukryciu, czyli parskał śmiechem w rękaw, żeby nie urazić siostry, że się z niej śmieje.
A może to jest dobry pomysł na życie? Może to niweluje stres? Bo jakby to było gdyby dorośli wierzyli, że mają wszystko, tylko akurat w danej chwili nie mają tego przy sobie?
No na przykład stoję w mega korku i myślę: „ech, szkoda, że akurat dziś nie wzięłam samolotu...” albo widzę z daleka osobę, z którą nie mam ochoty rozmawiać, a w głowie pojawia się takie: „ale żałuję, że nie wzięłam dziś peleryny niewidki” albo dłuży się mi spotkanie w pracy, a ja besztam się w myślach: „że też dziś nie włożyłam do torby mojego przyspieszacza czasu.”

I nie mogę przysiąc, że na kolejny spacer zabiorę detektor metalu, ale mogę obiecać, że wspólnie z Heleną będę żałować że go nie zabrałyśmy 😉

Dorota / mamotato

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Łuk

  🏹  Ignacy uwielbia strzelać z łuku i nieźle mu to wychodzi. Gdy nie ma akurat łuku pod ręką, a chciałby mieć, to go sobie robi.  💪   Gdy jesteśmy na wyjeździe - a często bywamy - a nie ma akurat sznurka, to go sobie szuka w mijanych sklepikach. Gdy znajdzie - to wiadomo - konstruuje łuk, a potem prawie każda strzała trafia do celu.  🎯 Ot, takie ma celne oko.  ☺️ 🌲  Poszliśmy ostatnio do lasu. Ignaś wziął tym razem ze sobą swój kupny łuk z długą strzałą, zakończoną taką specjalną przyssawką. Nagle wpadł na świetny pomysł, by strzelić w koronę drzew. Strzała poszybowała w górę, chwilę balansowała na napotkanej gałęzi („Mamo, tato, co teraz!?”), ale jednak spadła. Ufff!  😅 🏹  Ale ponieważ nasz dziesięcioletni syn ma czasem krótką pamięć i nie lubi uczyć się na błędach, po 10 minutach strzała odbyła swoją najdłuższą jak dotąd podróż ku niebu i zatrzymała się hen, hen wysoko, tak że ledwo ją było widać.  👀 Tato! Widzisz tę strzałę? -...

Ten inny

Ignacy ma w przedszkolu przynajmniej dwóch Marcelów. Skąd wiem? Z porannej rozmowy w szatni. - Ignaś, to jest chłopiec z Twojej grupy? - pytam. - Nie, my mamy w grupie innego Marcela. Jestem osobistym tatą Ignacego i mam na imię Jędrzej. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że w swoim życiu spotkałem niewielu Jędrzejów. Tym większe było moje zdziwienie, gdy ostatnio po przyjściu do pracy okazało się, że siedzę w pokoju obok drugiego Jędrzeja. Niby zawsze chciałem, żeby w klasie, szkole, grupie pojawił się drugi Jędrzej, bo zawsze było dwóch Marcinów, Piotrów, czy Tomków i wydawało mi się to fajne, ale jakoś tak dziwnie coraz częściej słyszeć o sobie w pracy "ten inny". - Ten Jędrzej wziął to pismo? - Nie, ten inny. Mam wrażenie, że drugi Jędrzej ukradł mi imię. Nie wolno kraść, ale przecież nie zgłoszę tego na Policję, bo pomyślą, że naprawdę jestem inny. Ten sam, ale równocześnie ten inny tata Jędrzej mamotato Jeśli podobał się Tobie nasz wpis polub stronę ...

Magiczny Wieczór Andrzejkowy

Świętujecie Andrzejki? Dla nas to doskonała okazja, aby twórczo i aktywnie spędzić czas z dziećmi. W tym roku również postanowiliśmy wspólnie sobie powróżyć i zorganizować magiczny wieczór andrzejkowy. STUDNIA ŻYCZEŃ, CZYLI WPROWADZENIE DO TRADYCJI ANDRZEJEK Zaczęliśmy od zbudowania „czarodziejskiej studni” z klocków Duplo. Lubimy dawać naszym dzieciom wspólne zadania, bo zależy nam bardzo na rozwijaniu  ich współpracy. Wspomnieliśmy o tym, że niegdyś chłopcy wróżyli sobie w wieczór Katarzynek a dziewczyny w Andrzejki, a obecnie i chłopcy i dziewczyny organizują wspólne wieczory Andrzejkowe. Przypomnieliśmy dzieciakom ludowe porzekadło: Święty Andrzej ci ukaże, co ci los przyniesie w darze. Dla nas stało się ono swoistym zaklęciem. Wypowiadaliśmy je wspólnie, wrzucając symboliczne grosiki do zbudowanej przez dzieci „czarodziejskiej studni”. Było to wprowadzeniem do wieczoru pełnego przepowiedni i wróżb, żeby były dla nas pomyślne i czytelne. NAJDŁUŻSZA SKÓRKA OD JABŁKA, CZYLI PRZEP...