Mój szanowny małżonek kiedyś się przejęzyczył i zamiast powiedzieć: „Idę i przyniosę to z samochodu”, powiedział: „przyniosę to z samolotu”. Nieźle się wtedy uśmiałam, a Jędrek skwitował to słowami: „bo wiesz, pomyliłem życie, które wiodę, z tym, które chciałbym wieść...” Aha.
Nasza Helena natomiast ma zupełnie odwrotnie. Ona sobie wiedzie życie dokładnie takie, jakie chce. Na wczorajszym spacerze na przykład rzuciła w pewnej chwili, patrząc na mnie wymownie:
- Szkoda, że nie wzięliśmy detektora metalu!
Serio, serio! W pierwszej chwili zbaraniałam i zastanawiałam się, czy dobrze usłyszałam.
- Czego? - spytałam.
Kiedy dostałam potwierdzenie, czyli powtórkę wypowiedzi, wtedy udałam głupa i spytałam moją czteroletnią córkę:
- A co to i do czego nam to potrzebne?
Ona pozostała niewzruszona. Serio wierzy, że mamy detektor metalu i tylko go nie zabraliśmy akurat na spacer. Wytłumaczyła mi do czego służy taki detektor i uznała, że gdybyśmy go zabrali na spacer to byśmy znaleźli skarb, a tak to nic. W tym czasie Ignacy miał mega bekę, ale taką w ukryciu, czyli parskał śmiechem w rękaw, żeby nie urazić siostry, że się z niej śmieje.
A może to jest dobry pomysł na życie? Może to niweluje stres? Bo jakby to było gdyby dorośli wierzyli, że mają wszystko, tylko akurat w danej chwili nie mają tego przy sobie?
No na przykład stoję w mega korku i myślę: „ech, szkoda, że akurat dziś nie wzięłam samolotu...” albo widzę z daleka osobę, z którą nie mam ochoty rozmawiać, a w głowie pojawia się takie: „ale żałuję, że nie wzięłam dziś peleryny niewidki” albo dłuży się mi spotkanie w pracy, a ja besztam się w myślach: „że też dziś nie włożyłam do torby mojego przyspieszacza czasu.”
I nie mogę przysiąc, że na kolejny spacer zabiorę detektor metalu, ale mogę obiecać, że wspólnie z Heleną będę żałować że go nie zabrałyśmy 😉
Dorota / mamotato
Jeśli podobał się Tobie nasz wpis polub stronę mamotato na Facebooku 👍🙃
Komentarze
Prześlij komentarz