Ignacy z okazji pierwszego Dnia Dziecka otrzymał od nas Adama. To było niecałe 4 lata temu. Adam przyszedł na świat w IKEA. Adam szybko awansował ze zwykłej przytulanki na najlepszego kumpla, z którym Ignacy nigdy się nie rozstawał. Ostatnio nastąpił przełom i Adam z kumpla stał się synkiem, którego Ignacy kocha, kładzie spać i któremu daje całusa na dobranoc. Słowem nasz syn dojrzewa.
A skoro już kiedyś pojawił się Adam, musiała pojawić się też Ewa. Ewa to koleżanka Ignacego z przedszkolnej grupy (4-latki).
Jadąc z nami ostatnio samochodem, Ignacy zakomunikował nam:
- Mamotato, a może byśmy zaprosili do nas kiedyś Ewę? - i tu nastąpiła słowna prezentacja owej Ewy. - Moglibyśmy też zaprosić nasza panią Emilkę i Marcela.
- Oczywiście - zgodziliśmy się.
- A może Ciebie też zaprosi kiedyś jakiś kolega? - zagaiła mama Dorota, nieświadoma, że nie o to chodzi w tej rozmowie.
- No tak, może zaprosi mnie... i Ewę. - Ignacy nie dawał za wygraną. - Bo Ewa powiedziała nam, że może do nas przyjść.
- Jakim nam? - spytaliśmy równocześnie.
- No-wszys-tkim-chło-pa-kom - przesylabizował Ignacy - Na "plac zabawie"!
- A Ewa Ci się podoba? - spytał ciekawski tata Jędrzej.
- Nie - uciął Ignacy.
Acha, ale może kiedyś Ewa nas odwiedzi i w oczekiwaniu na te odwiedziny, nachodzi nas refleksja, że świat naszego 4-letniego Ignacego to nie Eden, a Ewa to nie jedyna Ewa w jego życiu.
Choć nigdy nic nie wiadomo. Szykując się na jutrzejsze pasowanie na przedszkolaka, podczas kolacji Ignacy zainscenizował krótką scenkę następującej treści:
- Mamotato, a wiecie, że ja jutro będę grał księżyc. I będę tak chodził i chodził. I potem dotknę główkę Ewy (no tak, kogóż innego mógłby dotknąć) i ona się obudzi i wstanie, bo ona gra słońce.
No tak, Kopernik wstrzymał słońce, a nasz syn je ruszył. To jeszcze nic, ostatnio coraz częściej naokoło niego krąży.
mamotato
A skoro już kiedyś pojawił się Adam, musiała pojawić się też Ewa. Ewa to koleżanka Ignacego z przedszkolnej grupy (4-latki).
Jadąc z nami ostatnio samochodem, Ignacy zakomunikował nam:
- Mamotato, a może byśmy zaprosili do nas kiedyś Ewę? - i tu nastąpiła słowna prezentacja owej Ewy. - Moglibyśmy też zaprosić nasza panią Emilkę i Marcela.
- Oczywiście - zgodziliśmy się.
- A może Ciebie też zaprosi kiedyś jakiś kolega? - zagaiła mama Dorota, nieświadoma, że nie o to chodzi w tej rozmowie.
- No tak, może zaprosi mnie... i Ewę. - Ignacy nie dawał za wygraną. - Bo Ewa powiedziała nam, że może do nas przyjść.
- Jakim nam? - spytaliśmy równocześnie.
- No-wszys-tkim-chło-pa-kom - przesylabizował Ignacy - Na "plac zabawie"!
- A Ewa Ci się podoba? - spytał ciekawski tata Jędrzej.
- Nie - uciął Ignacy.
Acha, ale może kiedyś Ewa nas odwiedzi i w oczekiwaniu na te odwiedziny, nachodzi nas refleksja, że świat naszego 4-letniego Ignacego to nie Eden, a Ewa to nie jedyna Ewa w jego życiu.
Choć nigdy nic nie wiadomo. Szykując się na jutrzejsze pasowanie na przedszkolaka, podczas kolacji Ignacy zainscenizował krótką scenkę następującej treści:
- Mamotato, a wiecie, że ja jutro będę grał księżyc. I będę tak chodził i chodził. I potem dotknę główkę Ewy (no tak, kogóż innego mógłby dotknąć) i ona się obudzi i wstanie, bo ona gra słońce.
No tak, Kopernik wstrzymał słońce, a nasz syn je ruszył. To jeszcze nic, ostatnio coraz częściej naokoło niego krąży.
mamotato

Komentarze
Prześlij komentarz