Czterolatek zadaje mnóstwo pytań. Codziennie. Co chwilę. I uważa, że my rodzice znamy wszystkie odpowiedzi.
- Ignacy, jaki samochód mam kupić? - postanowiłem, że tym razem to ja zadam pytanie.
Jak zwykle jechaliśmy samochodem do przedszkola. Ignacy nie namyślał się wiele tylko odpowiedział:
- Tato, kup taki samochód, który sam parkuje.
- Gdzie taki znajdę? Widziałeś takie auto? - spytałem trochę zszokowany, gdyż w ogóle nie brałem takiego kryterium pod uwagę. Samochody które dotąd mieliśmy nawet "same" nie otwierały tylnych szyb. Trzeba było kręcić korbką.
- No widziałem. W reklamie. Można puścić kierownicę i auto parkuje. Sa-mo!
Jak wysiedliśmy Ignacy pokazał palcem na stojącego nieopodal Forda i powiedział:
- O jest!
- Skąd wiesz? - spytałem.
- Bo widzę znaczek! - no tak, głupie pytanie.
Abstrahując od marki samochodu, czy mój syn naprawdę uważa, że tak słabo parkuję? A może jeżdżę za mało efektownie, jak jakiś sztywniak, którego nie stać na efekty kaskaderskie, albo chociaż puszczenie kierownicy w trakcie jazdy?
Kilka dni później przyszła kolej na pytanie Ignacego, to z gatunku tych trudnych. Ignacy obserwował obracający się świecznik z aniołami. Tak, mamy taki, a co! Może auto nie jest najnowsze, ale karuzela w świeczniku obraca się sama (no trochę pomaga jej ciepłe powietrze od płomienia). Ignacy zamyślił się i zadał nam pytanie (na szczęście miałem obok wsparcie w postaci Doroty):
- Gdzie mieszkają anioły?
No kurczę, nie mógł zapytać "Tato, dlaczego jak parkujesz to trzymasz kierownicę?"
Musiał od razu pytać o anioły. Jakoś wybrnęliśmy, a on słuchał w skupieniu naszej osobistej wersji, bo każdy tłumaczy pewnie na swój sposób.
Kolejne pytanie pojawiło się wczoraj jak Ignacy wsiadał do samochodu. Tym razem otworzył sobie drzwi od drugiej strony, niż zawsze, niż jego fotelik.
- Wszedłeś tamtędy? - spytałem otwierając przeciwległe drzwi.
I tu pojawiło się nie tyle pytanie, co lawina pytań, połączonych z wyrzutem w głosie:
- Ja tędy wskakuję! Nie rozumiesz mnie? Nie wiesz jak ja chodzę? Nie znasz moich dróg?
No dotąd myślałem, że znam jego "drogi", choć pewnie kiedyś się w tych drogach pogubię. Nie wiedziałem, że tak szybko.
Ale są też pytania takie jak dziś, gdy siedzieliśmy w przedszkolnej szatni. Owszem słyszałem je już wiele razy i ja i mama Ignacego, ale zawsze miło się ich słucha.
Ignacy sam zdjął kurtkę, buty, czapkę i szalik i spytał:
- Tato, mówiłem Ci już dziś, że Cię kocham?
- Nie.
- Kocham Cię... A mówiłem Ci już dziś, że Cię lubię?
- Nie.
- Lubię Cię... A mówiłem Ci już dziś, że jesteś fajny?
- Nie.
- Kocham Cię, lubię Cię, jesteś fajny!
No, takie pytania najbardziej lubię. Dorota też.
Jędrzej / mamotato
- Ignacy, jaki samochód mam kupić? - postanowiłem, że tym razem to ja zadam pytanie.
Jak zwykle jechaliśmy samochodem do przedszkola. Ignacy nie namyślał się wiele tylko odpowiedział:
- Tato, kup taki samochód, który sam parkuje.
- Gdzie taki znajdę? Widziałeś takie auto? - spytałem trochę zszokowany, gdyż w ogóle nie brałem takiego kryterium pod uwagę. Samochody które dotąd mieliśmy nawet "same" nie otwierały tylnych szyb. Trzeba było kręcić korbką.
- No widziałem. W reklamie. Można puścić kierownicę i auto parkuje. Sa-mo!
Jak wysiedliśmy Ignacy pokazał palcem na stojącego nieopodal Forda i powiedział:
- O jest!
- Skąd wiesz? - spytałem.
- Bo widzę znaczek! - no tak, głupie pytanie.
Abstrahując od marki samochodu, czy mój syn naprawdę uważa, że tak słabo parkuję? A może jeżdżę za mało efektownie, jak jakiś sztywniak, którego nie stać na efekty kaskaderskie, albo chociaż puszczenie kierownicy w trakcie jazdy?
Kilka dni później przyszła kolej na pytanie Ignacego, to z gatunku tych trudnych. Ignacy obserwował obracający się świecznik z aniołami. Tak, mamy taki, a co! Może auto nie jest najnowsze, ale karuzela w świeczniku obraca się sama (no trochę pomaga jej ciepłe powietrze od płomienia). Ignacy zamyślił się i zadał nam pytanie (na szczęście miałem obok wsparcie w postaci Doroty):
- Gdzie mieszkają anioły?
No kurczę, nie mógł zapytać "Tato, dlaczego jak parkujesz to trzymasz kierownicę?"
Musiał od razu pytać o anioły. Jakoś wybrnęliśmy, a on słuchał w skupieniu naszej osobistej wersji, bo każdy tłumaczy pewnie na swój sposób.
Kolejne pytanie pojawiło się wczoraj jak Ignacy wsiadał do samochodu. Tym razem otworzył sobie drzwi od drugiej strony, niż zawsze, niż jego fotelik.
- Wszedłeś tamtędy? - spytałem otwierając przeciwległe drzwi.
I tu pojawiło się nie tyle pytanie, co lawina pytań, połączonych z wyrzutem w głosie:
- Ja tędy wskakuję! Nie rozumiesz mnie? Nie wiesz jak ja chodzę? Nie znasz moich dróg?
No dotąd myślałem, że znam jego "drogi", choć pewnie kiedyś się w tych drogach pogubię. Nie wiedziałem, że tak szybko.
Ale są też pytania takie jak dziś, gdy siedzieliśmy w przedszkolnej szatni. Owszem słyszałem je już wiele razy i ja i mama Ignacego, ale zawsze miło się ich słucha.
Ignacy sam zdjął kurtkę, buty, czapkę i szalik i spytał:
- Tato, mówiłem Ci już dziś, że Cię kocham?
- Nie.
- Kocham Cię... A mówiłem Ci już dziś, że Cię lubię?
- Nie.
- Lubię Cię... A mówiłem Ci już dziś, że jesteś fajny?
- Nie.
- Kocham Cię, lubię Cię, jesteś fajny!
No, takie pytania najbardziej lubię. Dorota też.
Jędrzej / mamotato

Pytań czterolatka każdy dorosły się chyba boi, ale każdy na swój sposób, w proporcjonalnym do swojej wiedzy o dziecko stopniu. Mój mąż panicznie boi się myśli o tym, że jeśli kiedyś będziemy mieli dziecko to ono wejdzie w wiek pytań i on, biedny tata, będzie musiał na nie odpowiadać. :) pozdrawiam Was ciepło!
OdpowiedzUsuńNie ma co się bać pytań, gwarantują dobrą zabawę :) pozdrawiamy
OdpowiedzUsuń