Wiecie co się dzieje z długopisami? Gdzie się gubią? 90% długopisów mojego życia przypadło bez wieści.
Wczoraj natomiast pani z przedszkola poprosiła o przyniesienie dla Ignacego poduszki na czas relaksacji.
Dorota, najfajniejsza mama na świecie, odbierając Ignacego z przedszkola spytała się:
- Zaniesiesz jutro poduszkę do przedszkola?
- Nie!
- Nie zaniesiesz?
- Nie!
- Ale dlaczego?
- Bo-Tak-Właśnie-Giną-Poduszki! - odpowiedział Ignacy tonem pouczającym, każde słowo podkreślając gestem ręki.
I wszystko jasne.
Dzisiaj zaś odwożąc Ignacego do przedszkola z tylnego siedzenia usłyszałem poważną deklarację:
- Tato, jak dorosnę będę strażakiem.
I choć słyszałem to już kilka razy, tym razem było tak jakoś bardzo poważnie.
- Będziesz strażakiem? - spytałem, żeby okazać zainteresowanie.
- Tak i będę się uczył. Bo na świecie są przecież wszystkie szkoły. Jest śpiewalnia i jest szkoła dla strażaków. I oni tam uczą się na takim wielkim placu. I mają ochronę.
- Jaką ochronę? - spytałem dla pewności.
- No taką na oczy, na kaskach. Nie wiesz?
Jakby chciał powiedzieć, no co się tato głupio pytasz.
- Ale wiesz, że to jest niebezpieczny zawód. Ratując ludzi z ognia można zginąć - powiedziałem, chcąc sprawdzić jak bardzo poważnie mówi o przyszłości.
- Ja nie zginę. Chyba. Będę miał przecież różne rzeczy w ręku.
- Jakie? - zaryzykowałem kolejne "głupie" pytanie.
- No na przykład wodę!
Po chwili przerwy usłyszałem:
- Bo do pożaru przyjeżdżają karetki.
- To może chciałbyś zostać lekarzem - przeprowadziłem ostatni test.
- Nie! Chce zostać strażakiem.
Z tego wszystkiego nasuwa się jeden wniosek.
Długopisy i poduszki mogą ginąć, ale o ludzi jestem spokojny. Mój syn będzie strażakiem.
Jędrzej / mamotato
Wczoraj natomiast pani z przedszkola poprosiła o przyniesienie dla Ignacego poduszki na czas relaksacji.
Dorota, najfajniejsza mama na świecie, odbierając Ignacego z przedszkola spytała się:
- Zaniesiesz jutro poduszkę do przedszkola?
- Nie!
- Nie zaniesiesz?
- Nie!
- Ale dlaczego?
- Bo-Tak-Właśnie-Giną-Poduszki! - odpowiedział Ignacy tonem pouczającym, każde słowo podkreślając gestem ręki.
I wszystko jasne.
Dzisiaj zaś odwożąc Ignacego do przedszkola z tylnego siedzenia usłyszałem poważną deklarację:
- Tato, jak dorosnę będę strażakiem.
I choć słyszałem to już kilka razy, tym razem było tak jakoś bardzo poważnie.
- Będziesz strażakiem? - spytałem, żeby okazać zainteresowanie.
- Tak i będę się uczył. Bo na świecie są przecież wszystkie szkoły. Jest śpiewalnia i jest szkoła dla strażaków. I oni tam uczą się na takim wielkim placu. I mają ochronę.
- Jaką ochronę? - spytałem dla pewności.
- No taką na oczy, na kaskach. Nie wiesz?
Jakby chciał powiedzieć, no co się tato głupio pytasz.
- Ale wiesz, że to jest niebezpieczny zawód. Ratując ludzi z ognia można zginąć - powiedziałem, chcąc sprawdzić jak bardzo poważnie mówi o przyszłości.
- Ja nie zginę. Chyba. Będę miał przecież różne rzeczy w ręku.
- Jakie? - zaryzykowałem kolejne "głupie" pytanie.
- No na przykład wodę!
Po chwili przerwy usłyszałem:
- Bo do pożaru przyjeżdżają karetki.
- To może chciałbyś zostać lekarzem - przeprowadziłem ostatni test.
- Nie! Chce zostać strażakiem.
Z tego wszystkiego nasuwa się jeden wniosek.
Długopisy i poduszki mogą ginąć, ale o ludzi jestem spokojny. Mój syn będzie strażakiem.
Jędrzej / mamotato

Komentarze
Prześlij komentarz