Przejdź do głównej zawartości

Ignacy i jego koń-tata

Właściwie od kiedy tylko Ignacy zaczął siadać, jeździ na koniu. A co? Stać go!
Tym koniem jest oczywiście jego osobisty tata, czyli ja. Gdy Ignacy ważył kilka kilogramów koniowi było łatwiej. Teraz koń się czasem zapomina. Gdy ostatnio staraliśmy się namówić Ignacego, żeby korzystał z toalety w nocy, to aby go zmotywować nieopatrznie powiedziałem, że może mnie zawołać, a ja przygalopuję i pojedzie do toalety konno. Ignacy przyszedł do nas do łóżka około drugiej w nocy, a po jakimś czasie, gdy akurat zapadłem w najgłębszy sen, usłyszałem niewyraźnie z dalekiej jawy:
- Tato, chcę do toalety...
I coś tam, coś tam jeszcze, czego przez sen nie mogłem zrozumieć.
- To idź - wymamrotałem.
Ignacy powtarzał coś kilka razy, ale ja wyłączałem się zawsze po pierwszych słowach i nie słyszałem końca, zasypiając.
W efekcie poczułem, że coś chwyta moją  głowę, zbliża się do niej i mówi bardzo głośno:
- Tato, chcę do toalety! Ale na koniu!
- Wstawaj koniu! Obiecałeś! - dodała nieśpiąca już królewna-żona.
Prawda. Skoro obiecałem to wstałem, zarzuciłem jeźdźca na plecy i pojechaliśmy tam, gdzie nawet król chodzi piechotą. Trudno jest być koniem...

Ale nie zawsze, bo koń bywa czasami nagradzany. Gdy dziś rano pokłusowaliśmy z łóżka powiedziałem Ignacemu, że powinien teraz dać koniowi cukru, co spotkało się z ostrym protestem:
- Jak to cukru? - spytał.- No cukru - powiedziałem już mniej pewnie.
Sam nigdy konia nie karmiłem, ale widziałem "o sobie" filmy.
- Konie nie jedzą cukru tylko "jabłuka"! "Jabłuka" pokrojone na kawałki! Z takich worków!- Skąd wiesz? - spytałem.
- No przecież widzę! Zawsze! Jak konie gdzieś stoją przy drodze!
- Ale gdzie widziałeś takie konie przy drodze? - spytałem zaciekawiony.
- No wszędzie! - odpowiedział.
- Widzisz często przy drodze konie? - nie dowierzałem.
- I dorożki... - dodał.
Pytanie, które cisnęło mi się na usta brzmiało: "Synu, w jakiej Ty epoce żyjesz? Czy aby na pewno w tej co ja?"
- Ty nie widziałeś, bo patrzyłeś do przodu, a ja na boki! - dokończył z wyrzutem.
- Ale gdzie Ty widziałaś ostatnio dorożki? - spytałem.- W Kołobrzegu? - usłyszałem niepewny głos Ignacego. - W Świnoujściu?
A zatem mój syn nie przenosi się nigdzie w czasie niczym Marty McFly w "Powrocie do przyszłości" tylko żyje w tej samej czasoprzestrzeni co ja. Uff... Faktycznie w wakacje widzieliśmy trochę dorożek.

Po tej pouczającej rozmowie o żywieniu koni Ignacy wskoczył na moje plecy i popędziliśmy pożegnać królewnę Dorotę, która dostała całusa od jeźdźca. Koniowi wtedy przypadł całus od królewny. Jednak koń zostaje czasem wynagrodzony.

A potem Ignacy zsiadł z konia i ścigaliśmy się, kto pierwszy będzie przy drzwiach.
O przepraszam. Właściwie to usłyszałem dosłownie:
- Kto pierwszy przy drzwiach ten Ignacy!
I jak tu wygrać?

koń-tata Jędrzej / mamotato

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mydło Wikingów

Ignacy Godlewski (lat prawie 9) dorasta. Stało się to nagle i niespodziewanie. Zaczęło się chyba od tego, że postanowił nam zrobić herbatę i na pytanie zestresowanego ojca: „Nie poparzysz się?” Odpowiedział coś w stylu: „Nie! No weź!” (Pytanie oczywiście było durne, bo nie znam osoby, która na takowe odpowiedziałaby: „Tak, pewnie się poparzę, ale najwyżej w stopniu lekkim”). W każdym razie Ignacy jak obiecał, tak faktycznie się nie poparzył i robi nam te herbaty teraz cyklicznie. Czasem dochodzi do tego jakieś zorganizowanie śniadania a ostatnio zaczął być specjalistą od rozpalania grilla. Zrobił się przy tym jakiś taki dumny i męski. Generalnie nie ma dla niego rzeczy niemożliwych i nawet czasem gdy jego tata się poddaje i mówi, że czegoś się nie da zrobić, to Ignaś mówi: „Pokaż mi to!” i okazuje się, że jednak się da! Dziś natomiast Ignacy zaskoczył nas wszystkich ponieważ postanowił zrobić mydło. I nie jakieś tam byle jakie, tylko mydło z kasztanów! Od jakiegoś czasu ten pomysł ...

Łuk

  🏹  Ignacy uwielbia strzelać z łuku i nieźle mu to wychodzi. Gdy nie ma akurat łuku pod ręką, a chciałby mieć, to go sobie robi.  💪   Gdy jesteśmy na wyjeździe - a często bywamy - a nie ma akurat sznurka, to go sobie szuka w mijanych sklepikach. Gdy znajdzie - to wiadomo - konstruuje łuk, a potem prawie każda strzała trafia do celu.  🎯 Ot, takie ma celne oko.  ☺️ 🌲  Poszliśmy ostatnio do lasu. Ignaś wziął tym razem ze sobą swój kupny łuk z długą strzałą, zakończoną taką specjalną przyssawką. Nagle wpadł na świetny pomysł, by strzelić w koronę drzew. Strzała poszybowała w górę, chwilę balansowała na napotkanej gałęzi („Mamo, tato, co teraz!?”), ale jednak spadła. Ufff!  😅 🏹  Ale ponieważ nasz dziesięcioletni syn ma czasem krótką pamięć i nie lubi uczyć się na błędach, po 10 minutach strzała odbyła swoją najdłuższą jak dotąd podróż ku niebu i zatrzymała się hen, hen wysoko, tak że ledwo ją było widać.  👀 Tato! Widzisz tę strzałę? -...

Sen kreatywnie

Utarło się przekonanie, że rodzice małych dzieci nie sypiają w nocy. Muszę obalić tę teorię. Rodzice sypiają, ale po prostu bardziej kreatywnie i w bardziej urozmaicony sposób. Niech potwierdzeniem mojej tezy będzie opis dzisiejszej rodzicielskiej nocy. Zasnęliśmy jakoś chwilę po północy. Około drugiej obudziła mnie pochylająca się nade mną rozczochrana blond czupryna, szepcząca: "Mamusiu! Mogę się przytulić?" W tym momencie zdałam sobie sprawę, że się nie wyśpię, ale oczywiście wpuściłam Ignasia do łóżka. Oplótł mnie zaraz tymi swoimi chudymi ramionami, powiedział cichutko: "Zobacz jak my teraz jesteśmy fajnie splątani Mamusiu". I zasnął. Ja oczywiście nie, bo jakoś tchu nie mogłam złapać, ale też bałam się poruszyć żeby go nie zbudzić. Około 2:30 zaczęła się uaktywniać Helena. Słychać było wyraźne kopnięcia w łóżeczko i jakieś pojękiwania. Ignacy się obudził więc zaproponowałam mu, że może położy się w swoim pokoju, a ja położę się tam z nim, bo inaczej siostra ...