Przejdź do głównej zawartości

Teraz to już pewne. Mężczyznom brakuje jednego genu.

 To jeden z tych kiepskich poranków. Straszna migrena, taka, która sprawia, że każdy krok jest dramatem i powoduje odruch wymiotny. Każdy odgłos przeszkadza, a wiadomo, że przy dwójce dzieci odgłosów jest naprawdę niemało. Ignacy od razu zauważył, że coś ze mną nie w porządku i zapytał co się dzieje. Otrzymał odpowiedź, że boli  mnie strasznie głowa i chce mi się wymiotować. Przytulił mnie i odrzekł krótko:
- To wymiotuj mamo!
No tak… chyba sformułowanie „chce mi się wymiotować” nie jest odpowiednie. Przecież jak czegoś się chce to powinno się to robić… Nieważne. Byle tylko usiąść na kanapie. Tak! Jak siedzę, to wszystko wiruje jakby mniej. Łykam paracetamol i jak zwykle wierzę, że za chwilę będzie lepiej. Nagle słyszę okrzyk oburzonego Ignacego, który wymachuje pustym kubkiem:
- Mamo a Helena to wypiła a nie wiadomo czy to nie było wino?!

- Jakie wino? Skąd wino? – pytam, rozglądając się nerwowo po pokoju i starając się przypomnieć sobie kiedy w ogóle piłam ostatnio jakikolwiek alkohol. – Co ty w ogóle mówisz?
Staram się spokojnie mu wytłumaczyć:
- Po pierwsze to nie było żadne wino, tylko sok, który zostawiłeś tam wczoraj po kolacji, a po drugie Helena tego nie mogła wypić, bo  nie potrafi pić jeszcze ze zwykłego kubka…

I tu dociera do mnie brutalna prawda: skoro w kubku był sok, teraz go nie ma, a Helka go nie wypiła, to jest on na pewno na stole, pod stołem i na ubraniach mojej, a jakże! uśmiechniętej od ucha do ucha córki! Myliłam się w jednym, oprócz stołu, ubrań i miejsca pod stołem w soku ananasowo – pomarańczowym beztrosko pływał również mój telefon! No to zaczyna się sprzątanie, wycieranie, osuszanie telefonu i ściąganie ubrań z Heleny, która wcale tego nie chce. Ból głowy został już zapomniany, bądź po prostu zagłuszony przez nadmiar wrażeń. Szamocząc się z moją mokrą i klejącą córką proszę Ignasia, aby poszedł przynieść dla niej czystą bluzkę, spódnicę i rajstopy. Idzie chętnie, powtarzając sobie nazwy ubrań pod nosem, jak jakąś mantrę. A my czekamy… Po kilku minutach rozlega się dramatyczny męski okrzyk:
- Mamo! Co to jest spódnica?

No i właśnie, ja zupełnie nie rozumiem o co z tym chodzi? Dlaczego mężczyźni nie potrafią rozróżnić spódnicy od sukienki? To jest jakby brak takiego ubraniowego genu czy coś… No przecież to proste: sukienka to jest całość – jedno ubranie. Do sukienki nie zakładamy bluzki  (no chyba, że sukienka jest bez rękawów to wtedy można… ale to już level hard). Spódnica natomiast to jakby połowa sukienki. Do spódnicy konieczna jest bluzka! To jest najprostsze wytłumaczenie, ale i tak wiem, że nic nie da. Wydaje mi się, że uczenie tego mężczyzn jest  z góry zdane na niepowodzenie, ale gdyby ktoś jednak chciał to dołączam rysunek – specjalnie dla wzrokowców. Można sobie nawet wydrukowac i nosić jako  sciągę w kieszeni.

Dorota / mamotato


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mydło Wikingów

Ignacy Godlewski (lat prawie 9) dorasta. Stało się to nagle i niespodziewanie. Zaczęło się chyba od tego, że postanowił nam zrobić herbatę i na pytanie zestresowanego ojca: „Nie poparzysz się?” Odpowiedział coś w stylu: „Nie! No weź!” (Pytanie oczywiście było durne, bo nie znam osoby, która na takowe odpowiedziałaby: „Tak, pewnie się poparzę, ale najwyżej w stopniu lekkim”). W każdym razie Ignacy jak obiecał, tak faktycznie się nie poparzył i robi nam te herbaty teraz cyklicznie. Czasem dochodzi do tego jakieś zorganizowanie śniadania a ostatnio zaczął być specjalistą od rozpalania grilla. Zrobił się przy tym jakiś taki dumny i męski. Generalnie nie ma dla niego rzeczy niemożliwych i nawet czasem gdy jego tata się poddaje i mówi, że czegoś się nie da zrobić, to Ignaś mówi: „Pokaż mi to!” i okazuje się, że jednak się da! Dziś natomiast Ignacy zaskoczył nas wszystkich ponieważ postanowił zrobić mydło. I nie jakieś tam byle jakie, tylko mydło z kasztanów! Od jakiegoś czasu ten pomysł ...

Łuk

  🏹  Ignacy uwielbia strzelać z łuku i nieźle mu to wychodzi. Gdy nie ma akurat łuku pod ręką, a chciałby mieć, to go sobie robi.  💪   Gdy jesteśmy na wyjeździe - a często bywamy - a nie ma akurat sznurka, to go sobie szuka w mijanych sklepikach. Gdy znajdzie - to wiadomo - konstruuje łuk, a potem prawie każda strzała trafia do celu.  🎯 Ot, takie ma celne oko.  ☺️ 🌲  Poszliśmy ostatnio do lasu. Ignaś wziął tym razem ze sobą swój kupny łuk z długą strzałą, zakończoną taką specjalną przyssawką. Nagle wpadł na świetny pomysł, by strzelić w koronę drzew. Strzała poszybowała w górę, chwilę balansowała na napotkanej gałęzi („Mamo, tato, co teraz!?”), ale jednak spadła. Ufff!  😅 🏹  Ale ponieważ nasz dziesięcioletni syn ma czasem krótką pamięć i nie lubi uczyć się na błędach, po 10 minutach strzała odbyła swoją najdłuższą jak dotąd podróż ku niebu i zatrzymała się hen, hen wysoko, tak że ledwo ją było widać.  👀 Tato! Widzisz tę strzałę? -...

Sen kreatywnie

Utarło się przekonanie, że rodzice małych dzieci nie sypiają w nocy. Muszę obalić tę teorię. Rodzice sypiają, ale po prostu bardziej kreatywnie i w bardziej urozmaicony sposób. Niech potwierdzeniem mojej tezy będzie opis dzisiejszej rodzicielskiej nocy. Zasnęliśmy jakoś chwilę po północy. Około drugiej obudziła mnie pochylająca się nade mną rozczochrana blond czupryna, szepcząca: "Mamusiu! Mogę się przytulić?" W tym momencie zdałam sobie sprawę, że się nie wyśpię, ale oczywiście wpuściłam Ignasia do łóżka. Oplótł mnie zaraz tymi swoimi chudymi ramionami, powiedział cichutko: "Zobacz jak my teraz jesteśmy fajnie splątani Mamusiu". I zasnął. Ja oczywiście nie, bo jakoś tchu nie mogłam złapać, ale też bałam się poruszyć żeby go nie zbudzić. Około 2:30 zaczęła się uaktywniać Helena. Słychać było wyraźne kopnięcia w łóżeczko i jakieś pojękiwania. Ignacy się obudził więc zaproponowałam mu, że może położy się w swoim pokoju, a ja położę się tam z nim, bo inaczej siostra ...