Kilka dni temu podczas wspólnej zabawy, mama Dorota wygłupiała się z naszą córką Helenką (1,5 roku) i w pewnym momencie powiedziała do niej:
- Helenka! Diaboliczny rechot!
Na te słowa Helenka wydała z siebie diaboliczne „HA! HA! HA! HA! HA!”, które potrafiłoby zmrozić krew w żyłach niejednemu jej rówieśnikowi.
Po chwili do zabawy przyłączyliśmy się wsczyscy. Siedzieliśmy w ogrodzie, a nasz czterogłosowy, diaboliczny rechot słyszała cała okolica, zaś sąsiedzi upewnili się tylko w przekonaniu, że za płotem mieszka rodzina świrów.
- Helenka! Diaboliczny rechot!
Na te słowa Helenka wydała z siebie diaboliczne „HA! HA! HA! HA! HA!”, które potrafiłoby zmrozić krew w żyłach niejednemu jej rówieśnikowi.
Po chwili do zabawy przyłączyliśmy się wsczyscy. Siedzieliśmy w ogrodzie, a nasz czterogłosowy, diaboliczny rechot słyszała cała okolica, zaś sąsiedzi upewnili się tylko w przekonaniu, że za płotem mieszka rodzina świrów.
Wczoraj jechałem z Helenką i Ignacym samochodem, żeby odebrać mamę Dotorę i babcię Inię. Po drodze Ignacy zaczął mówić do Helenki:
- Helenka! Diaboliczny rechot! Helenka! Diaboliczny rechot!
Na co Helenka zaczynała swoje diaboliczne „HA! HA! HA! HA! HA!”
Potem Ignacy zaczął się śmiać, według niego diabolicznie. Powiedziałem, że to nie brzmi zbyt diabolicznie. Ignacy trochę się załamał.
Zaczęliśmy bawić się w wydobywanie z siebie różnych rodzajów śmiechu. Wreszcie poprosiłem go, aby zaśmiał się tak, jakby ktoś opowiedział mu super, mega śmieszny dowcip. I stało się! Tak diabolicznego śmiechu jeszcze u Ignacego nie słyszałem.
- I to jest właśnie to – powiedziałem z uznaniem.
- TATO! – powiedział podekscytowany Ignacy. – JA JEDNAK MAM DIABOLICZNY RECHOT!
Myślę, że każdy ma w sobie diaboliczny rechot, wystarczy tylko trochę poszukać i wykorzystać przy dogodnej okazji.
tata „HA! HA! HA! HA! HA!” Jędrzej / mamotato
- Helenka! Diaboliczny rechot! Helenka! Diaboliczny rechot!
Na co Helenka zaczynała swoje diaboliczne „HA! HA! HA! HA! HA!”
Potem Ignacy zaczął się śmiać, według niego diabolicznie. Powiedziałem, że to nie brzmi zbyt diabolicznie. Ignacy trochę się załamał.
Zaczęliśmy bawić się w wydobywanie z siebie różnych rodzajów śmiechu. Wreszcie poprosiłem go, aby zaśmiał się tak, jakby ktoś opowiedział mu super, mega śmieszny dowcip. I stało się! Tak diabolicznego śmiechu jeszcze u Ignacego nie słyszałem.
- I to jest właśnie to – powiedziałem z uznaniem.
- TATO! – powiedział podekscytowany Ignacy. – JA JEDNAK MAM DIABOLICZNY RECHOT!
Myślę, że każdy ma w sobie diaboliczny rechot, wystarczy tylko trochę poszukać i wykorzystać przy dogodnej okazji.
tata „HA! HA! HA! HA! HA!” Jędrzej / mamotato

Komentarze
Prześlij komentarz