Przejdź do głównej zawartości

Puk, puk! Powtórka z rozrywki.

Zaczęły się! Ponownie. Żarty.
Jesteśmy rodzicami dwójki dzieci. Obserwowaliśmy ewolucję żartów u Ignacego, a teraz mamy powtórkę z rozrywki u naszej, prawie dwuletniej Helenki.

Uwielbiamy żarty sytuacyjnye, improwizowane. Jako pedagodzy wiemy, że dziecko zaczyna żartować z wiekiem. Muszą się w mózgu wykształcić pewne połączenia. Żart jest mocno związany z umiejętnością myślenia abstrakcyjnego, które u dziecka z czasem się rozwija. Jako rodzice wiemy, że dziecko najwięcej uczy się przez rozmowę. Wiec gadamy z naszymi dziećmi i gadamy i gadamy.

Żart jest tym śmieszniejszy im bardziej skojarzy się ze sobą z pozoru nie powiązane rzeczy. Obecnie nasz 6-letni Ignacy bardzo często nas rozśmiesza, coraz bardziej wyrafinowanymi i świadomymi żartami sytuacyjnymi.

Pamiętamy jak to się zaczynało. Ignacy nie miał półtora roku. Wiedział doskonale jak robi kot ("miał"), pies ("hau hau"), świnka ("chrum:) itp. Pewnego dnia siedzieliśmy we trójkę w łóżku i coś jedliśmy. A co tam okruchy! Ignacy jednak kruszył zdecydowanie bardziej i bardziej. W pewnym momencie mama Dorota powiedziała:
- Mamy tutaj małą świnkę!
A Ignacy na to:
- Chrum!
To było doskonałe! Okruchy przestały mieć nagle znaczenie. Śmialiśmy się i już wiedzieliśmy, że nas syn będzie "żartowny" (słowo, które Ignacy wymyślił jak już zaczął mówić).

Najważniejsze w żarcie sytuacyjnym jest to aby skojarzyć coś co miało miejsce wcześniej z sytuacją tu i teraz. Tak było z pytaniem Ignacego o to, jak robi świnka i jego niespodziewaną reakcją na kanapie, nie bezpośrednio po tej zabawie, ale kilka dni później.

No i przechodzimy do Helenki.

Tytułem wstępu powiem tylko, że kilka miesiecy temu oglądaliśmy z Ignacym bajkę "Hotel Transylwania". Jest tam taka scena, gdy jakaś potworna, żeńska postać zjada nagle innego, małego potwora i mówi: "To nie jaaa!" Ignacemu ta scena podobała się najbardziej i często ją później powtarzał. Nawet pewnego dnia w samochodzie, gdy Helenka bardzo płakała, wymyślił taką zabawę, że stukał palcem w szybę i mówił: "To nie jaaa!", co naszą córkę bawiło i uspokajało. Ta właśnie zabawa weszła już na stałe do repertuaru zabaw podróżnych, tyle że teraz również Helenka zaczęła stukać palcami w szybę, mówiąc po swojemu:
- Ja nie jaaa!
Puk, puk, puk.
- Ja nie jaaa!
I tak w samochodzie przez całe wakacje.

Kilka dni temu mama Dorota oglądała z Helenką książkę z obrazkami "Zima na ulicy Czereśniowej". Na jednej ze stron na drzewie siedział dzięcioł. Mama Dorota powiedziała:
- Helenka, popatrz, tu siedzi dzięcioł. A wiesz jak robi dzięcioł? Puk, puk, puk!
Helenka skwitowała to z właściwym sobie wdziękiem:
- Ja nie jaaa!
No jasne, że nie ona i nie brat. Tym razem dzięcioł!

Nie ważne kto żartuje, ważne że jest zabawnie.

Jędrzej / mamotato

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Łuk

  🏹  Ignacy uwielbia strzelać z łuku i nieźle mu to wychodzi. Gdy nie ma akurat łuku pod ręką, a chciałby mieć, to go sobie robi.  💪   Gdy jesteśmy na wyjeździe - a często bywamy - a nie ma akurat sznurka, to go sobie szuka w mijanych sklepikach. Gdy znajdzie - to wiadomo - konstruuje łuk, a potem prawie każda strzała trafia do celu.  🎯 Ot, takie ma celne oko.  ☺️ 🌲  Poszliśmy ostatnio do lasu. Ignaś wziął tym razem ze sobą swój kupny łuk z długą strzałą, zakończoną taką specjalną przyssawką. Nagle wpadł na świetny pomysł, by strzelić w koronę drzew. Strzała poszybowała w górę, chwilę balansowała na napotkanej gałęzi („Mamo, tato, co teraz!?”), ale jednak spadła. Ufff!  😅 🏹  Ale ponieważ nasz dziesięcioletni syn ma czasem krótką pamięć i nie lubi uczyć się na błędach, po 10 minutach strzała odbyła swoją najdłuższą jak dotąd podróż ku niebu i zatrzymała się hen, hen wysoko, tak że ledwo ją było widać.  👀 Tato! Widzisz tę strzałę? -...

Ten inny

Ignacy ma w przedszkolu przynajmniej dwóch Marcelów. Skąd wiem? Z porannej rozmowy w szatni. - Ignaś, to jest chłopiec z Twojej grupy? - pytam. - Nie, my mamy w grupie innego Marcela. Jestem osobistym tatą Ignacego i mam na imię Jędrzej. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że w swoim życiu spotkałem niewielu Jędrzejów. Tym większe było moje zdziwienie, gdy ostatnio po przyjściu do pracy okazało się, że siedzę w pokoju obok drugiego Jędrzeja. Niby zawsze chciałem, żeby w klasie, szkole, grupie pojawił się drugi Jędrzej, bo zawsze było dwóch Marcinów, Piotrów, czy Tomków i wydawało mi się to fajne, ale jakoś tak dziwnie coraz częściej słyszeć o sobie w pracy "ten inny". - Ten Jędrzej wziął to pismo? - Nie, ten inny. Mam wrażenie, że drugi Jędrzej ukradł mi imię. Nie wolno kraść, ale przecież nie zgłoszę tego na Policję, bo pomyślą, że naprawdę jestem inny. Ten sam, ale równocześnie ten inny tata Jędrzej mamotato Jeśli podobał się Tobie nasz wpis polub stronę ...

Magiczny Wieczór Andrzejkowy

Świętujecie Andrzejki? Dla nas to doskonała okazja, aby twórczo i aktywnie spędzić czas z dziećmi. W tym roku również postanowiliśmy wspólnie sobie powróżyć i zorganizować magiczny wieczór andrzejkowy. STUDNIA ŻYCZEŃ, CZYLI WPROWADZENIE DO TRADYCJI ANDRZEJEK Zaczęliśmy od zbudowania „czarodziejskiej studni” z klocków Duplo. Lubimy dawać naszym dzieciom wspólne zadania, bo zależy nam bardzo na rozwijaniu  ich współpracy. Wspomnieliśmy o tym, że niegdyś chłopcy wróżyli sobie w wieczór Katarzynek a dziewczyny w Andrzejki, a obecnie i chłopcy i dziewczyny organizują wspólne wieczory Andrzejkowe. Przypomnieliśmy dzieciakom ludowe porzekadło: Święty Andrzej ci ukaże, co ci los przyniesie w darze. Dla nas stało się ono swoistym zaklęciem. Wypowiadaliśmy je wspólnie, wrzucając symboliczne grosiki do zbudowanej przez dzieci „czarodziejskiej studni”. Było to wprowadzeniem do wieczoru pełnego przepowiedni i wróżb, żeby były dla nas pomyślne i czytelne. NAJDŁUŻSZA SKÓRKA OD JABŁKA, CZYLI PRZEP...