Utarło się przekonanie, że rodzice małych dzieci nie sypiają w nocy. Muszę obalić tę teorię. Rodzice sypiają, ale po prostu bardziej kreatywnie i w bardziej urozmaicony sposób. Niech potwierdzeniem mojej tezy będzie opis dzisiejszej rodzicielskiej nocy.
Zasnęliśmy jakoś chwilę po północy. Około drugiej obudziła mnie pochylająca się nade mną rozczochrana blond czupryna, szepcząca: "Mamusiu! Mogę się przytulić?" W tym momencie zdałam sobie sprawę, że się nie wyśpię, ale oczywiście wpuściłam Ignasia do łóżka. Oplótł mnie zaraz tymi swoimi chudymi ramionami, powiedział cichutko: "Zobacz jak my teraz jesteśmy fajnie splątani Mamusiu". I zasnął. Ja oczywiście nie, bo jakoś tchu nie mogłam złapać, ale też bałam się poruszyć żeby go nie zbudzić. Około 2:30 zaczęła się uaktywniać Helena. Słychać było wyraźne kopnięcia w łóżeczko i jakieś pojękiwania. Ignacy się obudził więc zaproponowałam mu, że może położy się w swoim pokoju, a ja położę się tam z nim, bo inaczej siostra będzie go co chwilę budzić. Tak też zrobiliśmy. Zapobiegawczo wzięłam ze sobą koc, bo wiedziałam, że na materacu jednoosobowym jakoś się zmieścimy, ale jedna kołdra to już na pewno nam nie wystarczy. Ułożyłam się na skraju materaca, opatuliłam kocem i wykonałam posłusznie prośbę: "Mamo! Pomiziasz mnie trochę po pleckach?" Słyszałam jeszcze przez chwilę przez ścianę płacz Heleny i uciszanie jej przez Jędrka. Po chwili zaległa cisza i zasnęłam.
Przed czwartą zostałam brutalnie zepchnięta z materaca przez mojego syna. Zaparł się o moje plecy rękami i nogami. Ja spadłam, a on spał nadal! Rano zapytałam go o ten incydent, ale zarzekał się, że nic nie pamięta. Powiedział dokładnie: "Nie wiem dlaczego to zrobiłem! Ja czasem robię w nocy takie dziwne, głupie rzeczy, a potem nic nie pamiętam!" Postanowiłam zapisać sobie tą wymówkę, bo uznałam, że jest rewelacyjna. Może kiedyś ją wykorzystam? Kto wie…
W każdym razie po kopniaku od syna i wylądowaniu na podłodze postanowiłam wrócić do naszej sypialni. Tam zastałam mojego męża śpiącego z inną, młodszą i piękniejszą dziewczyną!
- Śpisz z Heleną? – zapytałam zdziwiona, bo dotychczas nasza córka preferowała zawsze swoje własne łóżko.
- Helena śpi! – odpowiedział słabym głosem Jędrzej.
W tym momencie, jakby usłyszała, że o niej mowa, nasza córka otworzyła swe oczęta i wyglądała na zupełnie wyspaną. Szybko wślizgnęłam się do łóżka. Przyznam szczerze, że wcześniej patrzyłam łakomym okiem na łóżeczko naszej księżniczki, które stało puste, ale nie było mowy o tym, abym się tam zmieściła.
Helena widząc mnie wlazła mi na brzuch, chwyciła z całej siły za szyję i mówiąc: "Aaa! Tam!" zażądała, aby ją przenieść z powrotem na jej posłanie. Tak też zrobiłam i czym prędzej wtuliłam głowę w moją cieplutką poduszkę. Wtedy od strony łóżeczka rozległ się krzyk, który mógł oznaczać tylko jedno: sugestywną prośbę naszej córki o mleko. Jędrek naiwnie jeszcze zapytał: "Helena chcesz jeść?" A po usłyszeniu rozdzierającego: "Taaaak!!!" nie miał wyjścia i musiał zejść do kuchni aby przygotować posiłek. Spojrzałam na zegarek. Była 4:22. Do pobudki mojego męża została niecała godzina. Ja miałam farta, bo mój budzik był dziś nastawiony dopiero na 7:30. A potem co? No wiadomo! Po kreatywnej rodzicielskiej nocy rozpocznie się jeszcze bardziej kreatywny i szalony rodzicielski dzień. Miłych snów!
Przed czwartą zostałam brutalnie zepchnięta z materaca przez mojego syna. Zaparł się o moje plecy rękami i nogami. Ja spadłam, a on spał nadal! Rano zapytałam go o ten incydent, ale zarzekał się, że nic nie pamięta. Powiedział dokładnie: "Nie wiem dlaczego to zrobiłem! Ja czasem robię w nocy takie dziwne, głupie rzeczy, a potem nic nie pamiętam!" Postanowiłam zapisać sobie tą wymówkę, bo uznałam, że jest rewelacyjna. Może kiedyś ją wykorzystam? Kto wie…
W każdym razie po kopniaku od syna i wylądowaniu na podłodze postanowiłam wrócić do naszej sypialni. Tam zastałam mojego męża śpiącego z inną, młodszą i piękniejszą dziewczyną!
- Śpisz z Heleną? – zapytałam zdziwiona, bo dotychczas nasza córka preferowała zawsze swoje własne łóżko.
- Helena śpi! – odpowiedział słabym głosem Jędrzej.
W tym momencie, jakby usłyszała, że o niej mowa, nasza córka otworzyła swe oczęta i wyglądała na zupełnie wyspaną. Szybko wślizgnęłam się do łóżka. Przyznam szczerze, że wcześniej patrzyłam łakomym okiem na łóżeczko naszej księżniczki, które stało puste, ale nie było mowy o tym, abym się tam zmieściła.
Helena widząc mnie wlazła mi na brzuch, chwyciła z całej siły za szyję i mówiąc: "Aaa! Tam!" zażądała, aby ją przenieść z powrotem na jej posłanie. Tak też zrobiłam i czym prędzej wtuliłam głowę w moją cieplutką poduszkę. Wtedy od strony łóżeczka rozległ się krzyk, który mógł oznaczać tylko jedno: sugestywną prośbę naszej córki o mleko. Jędrek naiwnie jeszcze zapytał: "Helena chcesz jeść?" A po usłyszeniu rozdzierającego: "Taaaak!!!" nie miał wyjścia i musiał zejść do kuchni aby przygotować posiłek. Spojrzałam na zegarek. Była 4:22. Do pobudki mojego męża została niecała godzina. Ja miałam farta, bo mój budzik był dziś nastawiony dopiero na 7:30. A potem co? No wiadomo! Po kreatywnej rodzicielskiej nocy rozpocznie się jeszcze bardziej kreatywny i szalony rodzicielski dzień. Miłych snów!
Dorota / mamotato

Komentarze
Prześlij komentarz