Wiadomo, że podróżowanie z dziećmi nie jest łatwe. Jednak potrafi też dostarczyć niesamowitych, niepowtarzalnych wrażeń. Są trzy rzeczy, o których nigdy nie możesz zapomnieć, kiedy wyruszasz w podróż z tymi małymi, nieobliczlnymi istotami.
1. OPANOWANIE
1. OPANOWANIE
Poczatek podróży. Nadajemy nasze bagaże na lotnisku Poznań-Ławica. Z pewnymi siebie minami kładziemy je na taśmie, ponieważ w domu przepakowywaliśmy się kilkakrotnie i z kilkadziesiąt razy ważyliśmy walizki, aby sprawdzić, czy nie przekraczają ustalonego maksimum. Dwie z nich już zostały zważone i spokojnie odjechały na czarnej taśmie w dal. Ostatnia walizka leży na wadze przy panu lotniskowym, który patrzy na nas dziwnie i po dłuższej chwili mówi:
- Ale ten bagaż jest za ciężki.
- Jak to? – mówię ja i oszalałym wzrokiem patrzę na pana lotniskowego.
W głowie już mam obrazy tego, że muszę teraz przepakować rzeczy, a przecież nie mam gdzie, bo pozostałe walizki już odjechały.
- Jak to? – mówię ja i oszalałym wzrokiem patrzę na pana lotniskowego.
W głowie już mam obrazy tego, że muszę teraz przepakować rzeczy, a przecież nie mam gdzie, bo pozostałe walizki już odjechały.
- Przecież je dokładnie ważyliśmy w domu! – dodaję niespokojnie.
Pan lotniskowy patrzy raz na nas a raz na wagę, na której widnieje wyraźnie 20,2 kg, czyli dwa razy tyle ile może ważyć nasza walizka. Wszyscy patrzymy uważnie na pana lotniskowego, no może oprócz Heleny, która zajmuje się swoim ulubionym lizakiem.
- A może to jest trochę wagi tego drugiego bagażu, który wcześniej tu leżał? - dodaje z głupia frant mój małżonek.
- Nie, to niemożliwe - słyszymy w odpowiedzi.
Sytuacja wydaje się patowa. Stoimy i patrzymy. Słychać ciamkanie Heleny.
Nagle pan lotniskowy wyraźnie się ożywia i mówi:
Pan lotniskowy patrzy raz na nas a raz na wagę, na której widnieje wyraźnie 20,2 kg, czyli dwa razy tyle ile może ważyć nasza walizka. Wszyscy patrzymy uważnie na pana lotniskowego, no może oprócz Heleny, która zajmuje się swoim ulubionym lizakiem.
- A może to jest trochę wagi tego drugiego bagażu, który wcześniej tu leżał? - dodaje z głupia frant mój małżonek.
- Nie, to niemożliwe - słyszymy w odpowiedzi.
Sytuacja wydaje się patowa. Stoimy i patrzymy. Słychać ciamkanie Heleny.
Nagle pan lotniskowy wyraźnie się ożywia i mówi:
- O! już jest dobra waga!
Patrzymy wszyscy na licznik wagowy, który wskazuje niecałe 10 kg.
- Uff! - słychać nasze zbiorowe odetchnięcie.
- Ale jak to jest możliwe? Jak to się stało? - pyta pan lotniskowy i patrzy na nas, a my pytająco patrzymy na niego.
Nagle słyszymy cichy, nieśmiały głos Ignasia:
- Bo ja sobie tu położyłem kolanko…
Po czym nasz syn demonstruje nam jak to oparł nogę o wagę bagażową.
No tak! Kolanko! I po co pytać jak to jest możliwe. Z dziećmi po prostu wszystko jest możliwe.
Szybko odchodzimy, ale wszyscy słyszą jeszcze wyraźnie pytanie zadane przez Ignacego, który, jak zwykle, wszystko musi dokładnie przeliczyć:
Patrzymy wszyscy na licznik wagowy, który wskazuje niecałe 10 kg.
- Uff! - słychać nasze zbiorowe odetchnięcie.
- Ale jak to jest możliwe? Jak to się stało? - pyta pan lotniskowy i patrzy na nas, a my pytająco patrzymy na niego.
Nagle słyszymy cichy, nieśmiały głos Ignasia:
- Bo ja sobie tu położyłem kolanko…
Po czym nasz syn demonstruje nam jak to oparł nogę o wagę bagażową.
No tak! Kolanko! I po co pytać jak to jest możliwe. Z dziećmi po prostu wszystko jest możliwe.
Szybko odchodzimy, ale wszyscy słyszą jeszcze wyraźnie pytanie zadane przez Ignacego, który, jak zwykle, wszystko musi dokładnie przeliczyć:
- Czy to znaczy mamo, że moje kolano waży ponad 10 kilo???
2. POCZUCIE HUMORU
Stoimy na lotnisku w kolejce. Tłum, ścisk i ogólne zdenerwowanie. Nagle Helena zaczyna śpiewać jeden ze swoich ulubionych hitów, który, o dziwo, doskonale pasuje do sytuacji:
- Leci mucha w mucholocie!!!
- Jak w prawdziwym samolocie!!! - wtóruje jej Ignacy.
Nagle do śpiewu dołącza się stojący za nami mężczyzna:
- Do Krakowa sobie leci!
I wszyscy zgodnym chórem kończymy:
- A na dworze słonko świeci!!!
I atmosfera lotniskowa jakby odświeżona. Niektórzy ludzie nawet się uśmiechają. Wspaniała chwila.
3. MOKRE CHUSTECZKI
- Mamo! Mamo! – krzyczy nasza dwuletnia Helena, gdy już siedzimy wewnątrz samolotu. - Mam gumę na palcach!
- Ale skąd ty masz gumę dziecko? – pytam ją i na serio się dziwię.
- Tu jest - mówi spokojnie moja córka i grzebie za fotelem w samolocie.
Fuj! Ohyda! Całe palce poklejone obcą gumą do żucia.
- To guma pana - mówi spokojnie Helena.
Mokre chusteczki! Tak! To jednak podstawa w bagażu podręcznym.
2. POCZUCIE HUMORU
Stoimy na lotnisku w kolejce. Tłum, ścisk i ogólne zdenerwowanie. Nagle Helena zaczyna śpiewać jeden ze swoich ulubionych hitów, który, o dziwo, doskonale pasuje do sytuacji:
- Leci mucha w mucholocie!!!
- Jak w prawdziwym samolocie!!! - wtóruje jej Ignacy.
Nagle do śpiewu dołącza się stojący za nami mężczyzna:
- Do Krakowa sobie leci!
I wszyscy zgodnym chórem kończymy:
- A na dworze słonko świeci!!!
I atmosfera lotniskowa jakby odświeżona. Niektórzy ludzie nawet się uśmiechają. Wspaniała chwila.
3. MOKRE CHUSTECZKI
- Mamo! Mamo! – krzyczy nasza dwuletnia Helena, gdy już siedzimy wewnątrz samolotu. - Mam gumę na palcach!
- Ale skąd ty masz gumę dziecko? – pytam ją i na serio się dziwię.
- Tu jest - mówi spokojnie moja córka i grzebie za fotelem w samolocie.
Fuj! Ohyda! Całe palce poklejone obcą gumą do żucia.
- To guma pana - mówi spokojnie Helena.
Mokre chusteczki! Tak! To jednak podstawa w bagażu podręcznym.
Dorota / mamotato

Komentarze
Prześlij komentarz