Przejdź do głównej zawartości

Zwyczajny poranek mamy z dziećmi

Sobotni poranek. Zaczynamy jeść z założenia spokojne śniadanie.
- Mamo! A brat oblizał nóż! – kabluje 2,5-letnia Helenka.
- Ignasiu nie oblizuj noża – mówię i cytuję z Jeżycjady: „Kto oblizuje nóż nie przemówi już!”
- Helenko podaj mi dżem – prosi Ignaś.
- Nie! Ja mam teraz dżem! – deklaruje Helka.
Udaje mi się stłamsić kryzys w zarodku. Słoik z dżemem stoi przy Helenie, a Ignacy podchodzi tam ze swoim talerzem i kanapką, bo oczywiście nie może poczekać. Śniadanie trwa. Rozmawiamy. Właśnie próbuję ugryźć przygotowaną dla siebie kanapkę…
- Chcę sok! – krzyczy Helena po szybkim opróżnieniu kubka.
Próbuję ją wychowywać (a jakże!), mówiąc „Powiedz poproszę” i takie tam, ale widzę, że dziś nie ma to sensu, więc staram się chociaż ugryźć jeszcze z dwa gryzy kanapki i idę do kuchni po sok.
- Jak zrobiłaś ten sok? – pyta Helena – Dodałaś zimną wodę, sok z czarnego bzu i ciepłą wodę? – dopytuje.
- Tak – odpowiadam, w duchu doceniając jej spostrzegawczość.
- Nie chcę takiego z ciepłą wodą – mówi na to moja córka i przybiera obrażono-wojowniczą minę.
Tłumacze jej, że tak się właśnie przygotowuje sok i nic innego nie dostanie. Widząc, że mówię serio zmienia front i obwieszcza:
- Nie lubię dżemu!
- To po co chciałaś dżem i posmarowałaś sobie nim bułkę? – pyta Ignacy.
Odpowiedź nie pada, następuje wzruszenie ramionami i kolejne obwieszczenie Heleny:
- Chcę biały ser!
- OK – mówię podając jej kawałek bułki i ser oraz nóż. Helena twierdzi, że oczywiście to zje. Smaruje bułkę bardzo dokładnie, bierze dwa gryzy i twierdzi, że już nie chce, po czym ostentacyjnie ściąga fartuszek, wyraźnie dając nam znak, że skończyła śniadanie i rusza w stronę swoich zabawek.

Sprzątam ze stołu, a Ignacy przygotowuje się do tworzenia kartki urodzinowej dla koleżanki.
Zaczynam wkładać rzeczy do pralki.
- Mamo! Gdzie są guziki? Pomóż mi ich poszukać – prosi mój siedmiolatek.
Nici więc z prania. Szukamy guzików. Oczywiście nie ma ich tam gdzie były. Na szczęście znajdują się zupełnie gdzieś indziej. Ignacy szczęśliwy. Pranie wstawione. Helena biega bez kapci.
- Helenko załóż kapcie proszę – krzyczę z kuchni.
- Nie! – słyszę wyraźną odpowiedź i Helena rozciąga się na podłodze.
Trzeba działać.
- Helenko a może pobawisz się na macie na podłodze, wtedy będzie ci ciepło?
- Tak – zgadza się uprzejmie moja córka.
Więc idę po maty piankowe do schowka w ogrodzie i rozkładam je na podłodze. Helka zadowolona.
- Mamo! A z czego mogę zrobić łodygi do kwiatów? – pyta Ignacy. Idę więc na górę do jego pokoju i wspólnie myślimy nad szczegółami kartki urodzinowej. W pewnym momencie spoglądam na jego nową bluzkę i widzę tam sporych rozmiarów dziurę na rękawie. Normalnie ręce mi opadają.
- Skąd się tu wzięła ta dziura? – pytam (i tak już pewna co usłyszę).
- Nie mam pojęcia – odpowiada ze smutną miną Ignaś (dokładnie jak się spodziewałam). Wychodzę. Zaczynam gotować ryż na sałatkę. U Heleny jakoś za cicho… Idę tam i widzę moją córkę chowającą się pod stół. To może oznaczać tylko jedno.
- Helena czy ty chcesz robić kupę? – pytam wprost.
- Nie! – twierdzi uparcie Helka siedząc pod stołem.
- Przecież wiesz, że kupę robi się do nocnika lub do toalety. A pamiętasz, że jak zrobisz kupę do nocnika to dostaniesz prezent? – próbuję dalej.
- A jaki prezent? – pyta Helena i wychodzi spod stołu. – Tak zrobię kupę do nocnika! – mówi.
Niestety kupa jest już w majtkach, więc tym razem nici z prezentu. Trzeba się za to iść przebrać i wyczyścić na górę. Obawiając się, że ryż się rozgotuje ruszam szybko za Heleną do sypialni. Tam trwa akcja higieniczna.
- Ta kupa to prezent dla ciebie mamo! – mówi Helena.
- Super! Dziękuję! Następnym razem zrób do toalety dobrze? – mówię, a myślę sobie: „Też ci dam taki prezent na urodziny”.
Schodzimy na dół. Helena właśnie wymyśliła, że będzie się bawić plasteliną, więc maty, które przyniosłam i rozłożyłam na podłodze są zupełnie zbędne.
- Mamo! Czy dobrze napisałem życzenia? – pyta Ignacy, prezentując wykonaną przez siebie kartkę.
Kartka pomysłowa, ale jest kilka błędów. Wspólnie je poprawiamy i Ignaś idzie ją napisać jeszcze raz, a potem jeszcze raz.
Helena doskonale się bawi robiąc różne wielkości kulki z plasteliny. Co chwilkę pyta też:
- A jaki to kolor? … A ten? … A to jaki?
Jest super. Idę rozwiesić pranie, a potem ciacham kapustę pekińską. Nagle dostrzegam ogromnego pająka maszerującego po kuchennym blacie.
- Aaa! – niewiele myśląc krzyczę. Nóż spada na podłogę. Zabijam pająka butem.
- Dlaczego krzyczałaś? – pyta pojawiając się momentalnie przy mnie Helena.
- Bo zobaczyłam tu ogromnego pająka – tłumaczę.
- Jakiego pająka? Gdzie on jest? – drąży dalej moja córka.
- Nie ma go. Zabity i wywalony – podaję brutalną prawdę.
- Idę powiedzieć bratu, że ty się wystraszyłaś pająka – mówi i już pędzi na górę krzycząc: „Bratu! Bratu!”
No i mój autorytet w kwestii „nie bójmy się robali” chyba dziś padł.
Zaczynam mieszać sałatkę. Helena momentalnie się przy mnie materializuje i pyta:
- Co robisz?
- Mieszam sałatkę – odpowiadam automatycznie.
- Jak mieszasz? Czym mieszasz? Dlaczego tak mieszasz? – dopytuje moje dziecko.
- No łyżką mieszam – odpowiadam i naprawdę wydaje mi się, że ten temat został wyczerpany. Jednak nie dla Heleny, która niewzruszona kontynuuje:
- Łyżką mieszasz? Rękami mieszasz? Dlaczego nie mieszasz nogami? Dlaczego nie nogami? Mieszaj nogami!
Tak…. jasne! To dopiero przedpołudnie, aż boję się pomyśleć, co może się zdarzyć do wieczora.

Dorota / mamotato



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Łuk

  🏹  Ignacy uwielbia strzelać z łuku i nieźle mu to wychodzi. Gdy nie ma akurat łuku pod ręką, a chciałby mieć, to go sobie robi.  💪   Gdy jesteśmy na wyjeździe - a często bywamy - a nie ma akurat sznurka, to go sobie szuka w mijanych sklepikach. Gdy znajdzie - to wiadomo - konstruuje łuk, a potem prawie każda strzała trafia do celu.  🎯 Ot, takie ma celne oko.  ☺️ 🌲  Poszliśmy ostatnio do lasu. Ignaś wziął tym razem ze sobą swój kupny łuk z długą strzałą, zakończoną taką specjalną przyssawką. Nagle wpadł na świetny pomysł, by strzelić w koronę drzew. Strzała poszybowała w górę, chwilę balansowała na napotkanej gałęzi („Mamo, tato, co teraz!?”), ale jednak spadła. Ufff!  😅 🏹  Ale ponieważ nasz dziesięcioletni syn ma czasem krótką pamięć i nie lubi uczyć się na błędach, po 10 minutach strzała odbyła swoją najdłuższą jak dotąd podróż ku niebu i zatrzymała się hen, hen wysoko, tak że ledwo ją było widać.  👀 Tato! Widzisz tę strzałę? -...

Ten inny

Ignacy ma w przedszkolu przynajmniej dwóch Marcelów. Skąd wiem? Z porannej rozmowy w szatni. - Ignaś, to jest chłopiec z Twojej grupy? - pytam. - Nie, my mamy w grupie innego Marcela. Jestem osobistym tatą Ignacego i mam na imię Jędrzej. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że w swoim życiu spotkałem niewielu Jędrzejów. Tym większe było moje zdziwienie, gdy ostatnio po przyjściu do pracy okazało się, że siedzę w pokoju obok drugiego Jędrzeja. Niby zawsze chciałem, żeby w klasie, szkole, grupie pojawił się drugi Jędrzej, bo zawsze było dwóch Marcinów, Piotrów, czy Tomków i wydawało mi się to fajne, ale jakoś tak dziwnie coraz częściej słyszeć o sobie w pracy "ten inny". - Ten Jędrzej wziął to pismo? - Nie, ten inny. Mam wrażenie, że drugi Jędrzej ukradł mi imię. Nie wolno kraść, ale przecież nie zgłoszę tego na Policję, bo pomyślą, że naprawdę jestem inny. Ten sam, ale równocześnie ten inny tata Jędrzej mamotato Jeśli podobał się Tobie nasz wpis polub stronę ...

Magiczny Wieczór Andrzejkowy

Świętujecie Andrzejki? Dla nas to doskonała okazja, aby twórczo i aktywnie spędzić czas z dziećmi. W tym roku również postanowiliśmy wspólnie sobie powróżyć i zorganizować magiczny wieczór andrzejkowy. STUDNIA ŻYCZEŃ, CZYLI WPROWADZENIE DO TRADYCJI ANDRZEJEK Zaczęliśmy od zbudowania „czarodziejskiej studni” z klocków Duplo. Lubimy dawać naszym dzieciom wspólne zadania, bo zależy nam bardzo na rozwijaniu  ich współpracy. Wspomnieliśmy o tym, że niegdyś chłopcy wróżyli sobie w wieczór Katarzynek a dziewczyny w Andrzejki, a obecnie i chłopcy i dziewczyny organizują wspólne wieczory Andrzejkowe. Przypomnieliśmy dzieciakom ludowe porzekadło: Święty Andrzej ci ukaże, co ci los przyniesie w darze. Dla nas stało się ono swoistym zaklęciem. Wypowiadaliśmy je wspólnie, wrzucając symboliczne grosiki do zbudowanej przez dzieci „czarodziejskiej studni”. Było to wprowadzeniem do wieczoru pełnego przepowiedni i wróżb, żeby były dla nas pomyślne i czytelne. NAJDŁUŻSZA SKÓRKA OD JABŁKA, CZYLI PRZEP...