Przejdź do głównej zawartości

Siłownia - czyli doskonały plan biznesowy

Przechodziliśmy właśnie z Ignacem obok siłowni, kiedy nagle moje dziecko się zatrzymało i zaczęło gapić na ćwiczących ludzi. W pierwszym odruchu to nawet powiedziałam, żeby się nie zatrzymywał tylko szedł dalej, ale później pomyślałam sobie, że te siłownie przecież po to właśnie mają te wielkie okna od frontu, żeby można było podziwiać wysiłek i muskulaturę uczęszczających tam osób, więc zatrzymałam się i ja. I tak sobie staliśmy w milczeniu. Ja to nawet kilkakrotnie kiwnęłam głową z uznaniem, patrząc jak niektórzy kolesie śmigali na bieżniach. A swoją drogą, to jak oni są tacy biegacze, to ciekawe czy jak im żona mówi wieczorem: „Weź przebiegnij się do sklepu, bo nam się jajka skończyły!” - to oni też tacy chętni?

W każdym razie staliśmy sobie z pierworodnym pod siłownią i wreszcie syn przemówił:
- Taką energię to się powinno jakoś spożytkować mamo!
I bez zachęcania rozwijał temat dalej:
- Bo wiesz, jak oni tak na przykład pedałują na tych rowerach z taką siłą i tak długo to czy nie można by było tego jakoś tak podłączyć, żeby oni wytwarzali prąd?
- Świetny pomysł! – zachwyciłam się, że ten nasz siedmioletni Ignac to tak ekologicznie kombinuje i na zachętę powiedziałam, że w przyszłości mógłby oczywiście taką siłownię otworzyć.
- Tak! – kontynuował Ignacy – I ja bym tak wszystkie sprzęty z siłowni poprzerabiał, żeby ci co ćwiczą generowali prąd i żeby dzięki temu było światło, telewizja i ciepła woda w siłowni…
- No tak – powiedziałam – myślę, że to by się mogło sprawdzić. Już teraz coraz bardziej popularne staje się ekologiczne podejście do życia, więc myślę, że spokojnie znalazłoby się wielu chętnych do twojej siłowni.
Ignacy bardzo się ucieszył, ale po chwili zmarkotniał ponieważ uzmysłowił sobie, że przecież on chce zostać nauczycielem.
- A przecież chyba jednocześnie nie da rady nauczać innych i prowadzić siłowni? – zapytał
Wtedy omówiliśmy wszystkie możliwości i wyszło na to, że jakoś da się te dwie rzeczy pogodzić. Jednak w mojej głowie zaświtała inna wątpliwość:
- Tylko czy tacy ludzie, którzy będą wytwarzać prąd w twojej siłowni, będą jednocześnie chcieli uiszczać opłatę za korzystanie z niej? Może będą się kłócić, że to jest przecież ich własna, ciężko wypracowana energia?

Ignacy milczał przez dłuższą chwilę po czym zdecydowanym głosem powiedział:
- To wiesz co? To ja im o tym nie powiem. Ja tak popodłączam te wszystkie sprzęty, żeby oni mi wytwarzali prąd bezpośrednio do mojego domu.

I to się nazywa prawdziwy plan biznesowy. A ponieważ ćwiczenia są wciąż w modzie, a prąd cały czas drożeje, to ja już dziś zapraszam wszystkich do naszej przyszłej, rodzinnej siłowni.

Dorota / mamotato

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mydło Wikingów

Ignacy Godlewski (lat prawie 9) dorasta. Stało się to nagle i niespodziewanie. Zaczęło się chyba od tego, że postanowił nam zrobić herbatę i na pytanie zestresowanego ojca: „Nie poparzysz się?” Odpowiedział coś w stylu: „Nie! No weź!” (Pytanie oczywiście było durne, bo nie znam osoby, która na takowe odpowiedziałaby: „Tak, pewnie się poparzę, ale najwyżej w stopniu lekkim”). W każdym razie Ignacy jak obiecał, tak faktycznie się nie poparzył i robi nam te herbaty teraz cyklicznie. Czasem dochodzi do tego jakieś zorganizowanie śniadania a ostatnio zaczął być specjalistą od rozpalania grilla. Zrobił się przy tym jakiś taki dumny i męski. Generalnie nie ma dla niego rzeczy niemożliwych i nawet czasem gdy jego tata się poddaje i mówi, że czegoś się nie da zrobić, to Ignaś mówi: „Pokaż mi to!” i okazuje się, że jednak się da! Dziś natomiast Ignacy zaskoczył nas wszystkich ponieważ postanowił zrobić mydło. I nie jakieś tam byle jakie, tylko mydło z kasztanów! Od jakiegoś czasu ten pomysł ...

Łuk

  🏹  Ignacy uwielbia strzelać z łuku i nieźle mu to wychodzi. Gdy nie ma akurat łuku pod ręką, a chciałby mieć, to go sobie robi.  💪   Gdy jesteśmy na wyjeździe - a często bywamy - a nie ma akurat sznurka, to go sobie szuka w mijanych sklepikach. Gdy znajdzie - to wiadomo - konstruuje łuk, a potem prawie każda strzała trafia do celu.  🎯 Ot, takie ma celne oko.  ☺️ 🌲  Poszliśmy ostatnio do lasu. Ignaś wziął tym razem ze sobą swój kupny łuk z długą strzałą, zakończoną taką specjalną przyssawką. Nagle wpadł na świetny pomysł, by strzelić w koronę drzew. Strzała poszybowała w górę, chwilę balansowała na napotkanej gałęzi („Mamo, tato, co teraz!?”), ale jednak spadła. Ufff!  😅 🏹  Ale ponieważ nasz dziesięcioletni syn ma czasem krótką pamięć i nie lubi uczyć się na błędach, po 10 minutach strzała odbyła swoją najdłuższą jak dotąd podróż ku niebu i zatrzymała się hen, hen wysoko, tak że ledwo ją było widać.  👀 Tato! Widzisz tę strzałę? -...

Sen kreatywnie

Utarło się przekonanie, że rodzice małych dzieci nie sypiają w nocy. Muszę obalić tę teorię. Rodzice sypiają, ale po prostu bardziej kreatywnie i w bardziej urozmaicony sposób. Niech potwierdzeniem mojej tezy będzie opis dzisiejszej rodzicielskiej nocy. Zasnęliśmy jakoś chwilę po północy. Około drugiej obudziła mnie pochylająca się nade mną rozczochrana blond czupryna, szepcząca: "Mamusiu! Mogę się przytulić?" W tym momencie zdałam sobie sprawę, że się nie wyśpię, ale oczywiście wpuściłam Ignasia do łóżka. Oplótł mnie zaraz tymi swoimi chudymi ramionami, powiedział cichutko: "Zobacz jak my teraz jesteśmy fajnie splątani Mamusiu". I zasnął. Ja oczywiście nie, bo jakoś tchu nie mogłam złapać, ale też bałam się poruszyć żeby go nie zbudzić. Około 2:30 zaczęła się uaktywniać Helena. Słychać było wyraźne kopnięcia w łóżeczko i jakieś pojękiwania. Ignacy się obudził więc zaproponowałam mu, że może położy się w swoim pokoju, a ja położę się tam z nim, bo inaczej siostra ...