Tak, zrobiliśmy to! Wybraliśmy się z dzieciakami pod namiot.
Tak, byliśmy pełni obaw (czy Helena nie jest jeszcze za mała, czy dzieciaki zasną w namiocie, czy nie zmarzną w nocy itp.)
Tak, daliśmy radę i jesteśmy z tej wyprawy mega dumni.
Tak, to był niezapomniany czas.
Tak, daliśmy radę i jesteśmy z tej wyprawy mega dumni.
Tak, to był niezapomniany czas.
Dlaczego akurat pod namiot? Są przynajmniej 4 powody:
1. Uwielbiamy kontakt z naturą i przebywanie na powietrzu.
2. Kochamy pikniki.
3. Lubimy wyzwania.
4. Tak jest latem dużo taniej.
Dzieciaki już od samego początku wyprawy były tak podekscytowane faktem , że noc spędzą w namiocie, że chciały znaleźć się na polu namiotowym jak najszybciej.
3,5 letnia Helena już od razna co chwilę powtarzała:
- O! Już chyba za chwile będzie noc. Trzeba iść spać.
To była frajda. Położyć się w prawdziwym namiocie i otulić się ciepłym śpiworem. Przed zaśnięciem otworzyliśmy „drzwi” od namiotu i patrzyliśmy w gwiazdy! Ach! Serio! Romantico, że hej! Spędziliśmy pod namiotem trzy noce. Bardzo ciepłe noce.
Przeżyliśmy też burzę! Najpierw mnie i Jędrka obudziły solidne grzmoty i deszcz. Trzeba było szybko pozamykać wszystkie namiotowe okna, żeby nam na dzieci nie pokapało. Potem nastąpiła seria mocnych grzmotów wraz z błyskawicami, które rozświetlały pięknie całe niebo oraz sprawiały, że raz po raz stawała się w namiocie jasność. W tym momencie zaczęłam się zastanawiać czy aby na pewno nie trafi w nas piorun. Przeanalizowałam, że w pobliżu nie ma żadnego drzewa, a nasz namiot jest jednym z najmniejszych na tym polu, więc jeśli pioruny działają logicznie to w nas celować nie będą. Helena też się obudziła. Myśleliśmy, że zacznie krzyczeć, jak to ma w zwyczaju robić z byle powodu, ale nie! Leżała sobie spokojnie i rozglądała się dookoła. Powiedzieliśmy jej, że to burza i to jej wystarczyło. Ignacy oczywiście spał, bo jego nic nie rusza.
Rankiem miał miejsce ciekawy dialog. Helena zwróciła się do Ignacego:
- Brat, a wiesz, że w nocy była burza?
- To prawda mamo? - spytał Ignaś szukając potwierdzenia u swojego póki co autorytetu.
- Tak to prawda synku. Była prawdziwa burza z grzmotami i piorunami - odpowiedziałam.
- Tak! Był taki hałas jakby śmieciarki wywoziły śmieci! -kontynuowała Helena, bazując na swoim życiowym doświadczeniu z natężeniem hałasu.
- Co?! O nie! Ja zawsze przesypiam najlepsze!!! - zakończył Ignaś.
Możemy Wam powiedzieć, że naprawdę fajnie było pod tym namiotem. Okazało się, że w namiocie dwuosobowym spokojnie zmieszczą się rodzice z dwójką dzieci. Śniadania robione przez nas na plaży smakują najlepiej, a komary gryzą głównie Helenkę, bo jest najsłodsza.
Dorota / mamotato
Komentarze
Prześlij komentarz