Gdybyśmy spytali naszą prawie 4-letnią Helenkę o trzy rzeczy, których absolutnie nie powinno się jeść, prawie na pewno wymieniłaby: cebulę, pomidory i żółty ser.
Poza tym pewnie uznałaby nasze pytanie za głupie.
Gdybyście pojawili się w naszym domu, moglibyście zobaczyć naszą córkę, jak krąży i pyta: "Co mogę zjeść?"
Czy je dużo? Niekoniecznie. Dużo pyta.
I przede wszystkim Helenie WSZYSTKO, OD ZAWSZE KOJARZY SIĘ Z JEDZENIEM.
Przykładowo, gdy rok temu jechaliśmy do Edynburga, w pewnym momencie powiedziałem:
- O! Jedzie karetka!
Nasza wówczas niespełna 3-letnia córka zareagowała błyskawicznie, oblizując wargi i mówiąc rozmarzonym głosem:
- Mmm... Karetka jest dobra... - po chwili, jakby w zamyśleniu, dodała - truskawki są dobre... - przerwała, aby przełknąć ślinę, moment później kontynuując z rozmarzeniem - karetka z truskawkami jest bardzo dobra! Lubię to!
- Chyba chodzi ci o galatetkę? - spytała rozbawiona mama Dorota.
A ja pomyślałem sobie jaka ona musi być głodna? Ile galaretek na sygnale przejeżdża dziennie przez jej głowę?
Całkiem niedawno w drodze do szkoły Ignacy pochwalił się:
- Tato, a jak Ty będziesz wieczorem w pracy to ja będę miał z mamą randkę! Obejrzymy "Skrzypka na dachu".
Jego słowa podchwyciła Helena, która podsłuchiwała, idąc za nami:
- Tak! Będziemy mieli randkę. Tato, randka to jest piknik!
Nasz ośmiolatek, który zwykł pouczać swoją siostrę przy każdej możliwej okazji, powiedział:
- Nie! Randka to jest oglądnięcie jakiegoś filmu, całowanie się... Helena! Nie trzeba jeść na randce!
Według Ignacego - nie trzeba, według Heleny - nie ma dobrej zabawy bez jedzenia. Chłopak, który odważy się kiedyś zabrać Helenę na randkę TYLKO do kina lub TYLKO na spacer raczej nie będzie miał u niej szans.
O tym, że skojarzenia Helenki są z jedzeniem nierozerwalnie związane, przekonaliśmy się ostatecznie, gdy Helenka zabrała się za zmienianie tradycyjnych, polskich powiedzeń.
Graliśmy wieczorem w piłkę - Ignacy przeciwko mnie i Helenie.
- Bułka z masłem! - krzyknął mój syn, kiedy strzelił nam gola.
Po chwili Helenka kopnęła piłkę do jego bramki, przybiła mi piątkę i krzyknęła:
- Masło i dżem!
Gdyby to Helena decydowała to:
- w Biblii Bóg siódmego dnia, po stworzeniu świata, porządnie by się najadł zamiast odpoczywać (lub choćby zjadł sobie trochę słodyczy),
- Hamlet pytałby "Jeść albo nie jeść?",
- a Brytyjczycy w referendum, dotyczącym Brexitu, nie odpowiadaliby na pytanie "leave or remain" tylko "fish or chips?"
Jędrzej / mamotato
Poza tym pewnie uznałaby nasze pytanie za głupie.
Gdybyście pojawili się w naszym domu, moglibyście zobaczyć naszą córkę, jak krąży i pyta: "Co mogę zjeść?"
Czy je dużo? Niekoniecznie. Dużo pyta.
I przede wszystkim Helenie WSZYSTKO, OD ZAWSZE KOJARZY SIĘ Z JEDZENIEM.
Przykładowo, gdy rok temu jechaliśmy do Edynburga, w pewnym momencie powiedziałem:
- O! Jedzie karetka!
Nasza wówczas niespełna 3-letnia córka zareagowała błyskawicznie, oblizując wargi i mówiąc rozmarzonym głosem:
- Mmm... Karetka jest dobra... - po chwili, jakby w zamyśleniu, dodała - truskawki są dobre... - przerwała, aby przełknąć ślinę, moment później kontynuując z rozmarzeniem - karetka z truskawkami jest bardzo dobra! Lubię to!
- Chyba chodzi ci o galatetkę? - spytała rozbawiona mama Dorota.
A ja pomyślałem sobie jaka ona musi być głodna? Ile galaretek na sygnale przejeżdża dziennie przez jej głowę?
Całkiem niedawno w drodze do szkoły Ignacy pochwalił się:
- Tato, a jak Ty będziesz wieczorem w pracy to ja będę miał z mamą randkę! Obejrzymy "Skrzypka na dachu".
Jego słowa podchwyciła Helena, która podsłuchiwała, idąc za nami:
- Tak! Będziemy mieli randkę. Tato, randka to jest piknik!
Nasz ośmiolatek, który zwykł pouczać swoją siostrę przy każdej możliwej okazji, powiedział:
- Nie! Randka to jest oglądnięcie jakiegoś filmu, całowanie się... Helena! Nie trzeba jeść na randce!
Według Ignacego - nie trzeba, według Heleny - nie ma dobrej zabawy bez jedzenia. Chłopak, który odważy się kiedyś zabrać Helenę na randkę TYLKO do kina lub TYLKO na spacer raczej nie będzie miał u niej szans.
O tym, że skojarzenia Helenki są z jedzeniem nierozerwalnie związane, przekonaliśmy się ostatecznie, gdy Helenka zabrała się za zmienianie tradycyjnych, polskich powiedzeń.
Graliśmy wieczorem w piłkę - Ignacy przeciwko mnie i Helenie.
- Bułka z masłem! - krzyknął mój syn, kiedy strzelił nam gola.
Po chwili Helenka kopnęła piłkę do jego bramki, przybiła mi piątkę i krzyknęła:
- Masło i dżem!
Gdyby to Helena decydowała to:
- w Biblii Bóg siódmego dnia, po stworzeniu świata, porządnie by się najadł zamiast odpoczywać (lub choćby zjadł sobie trochę słodyczy),
- Hamlet pytałby "Jeść albo nie jeść?",
- a Brytyjczycy w referendum, dotyczącym Brexitu, nie odpowiadaliby na pytanie "leave or remain" tylko "fish or chips?"
Jędrzej / mamotato

Komentarze
Prześlij komentarz