To było kilka dni przed czwartymi urodzinami Helenki, przed północą.
My - dwoje podekscytowanych, 39-letnich rodziców - wyjęliśmy lalkę, którą kupiliśmy dla naszej córki. Karmiliśmy ją, mówiliśmy do niej, bawiliśmy się z nią w akuku... Dwie godziny minęły jak z bicza strzelił. To była zdecydowanie lalka dla nas. Wiedzieliśmy, że niebawem będziemy ją musieli oddać naszej czterolatce, ale najpierw przecież musieliśmy sprawdzić czy działa. I działała i to jak działała! Nawet przed drugą w nocy działała. Bycie rodzicem to naprawdę fajna zabawa. No z wyjątkiem tego, że...
O 6:30 nasz ośmiolatek pojawił się w progu naszej sypialni i zapytał czy wstajemy. Powiedziałem, że oczywiście że nie (przecież dopiero co położyliśmy interaktywną lalkę spać), że jest za wcześnie i żeby się jeszcze położył. W efekcie poszedłem się położyć z nim. Liczyłem na to, że może jeszcze na chwilę zmrużę oczy. On leżał z otwartymi i patrzył na zegar. Punktualnie o 7:00, gdy właśnie zacząłem zasypiać, usłyszałem głos mojego interaktywnego syna:
- Dryń, dryń! Dryń, dryń! Dryń, dryń!
O 7.03 Ignacy poprosił mnie, żebym mu poczytał "Mikołajka". Ledwo podtrzymując opadające powieki, zacząłem czytać. Mikołajek poszedł z Alcestem (tym, który ciągle je) na wagary. "Ja też był chętnie dziś powagarował od pracy" - pomyślałem, czytając dalej.
O 7.15 razem staraliśmy się zrobić z Ignacym "filiżankę ze spodkiem", używając do tego takiej pętli za sznurka Ztringz, co to się ją odpowiednio zakłada na palce i tworzy najróżniejsze wzory. Zabawa ta była popularna także gdy ja chodziłem do szkoły, ale wtedy to był po prostu zawiązany sznurek.
O 7.25, używając instrukcji (tak, do tego sznurka jest teraz instrukcja) odnieśliśmy sukces i zaczęliśmy rozpracowywać "drabinę Jakuba".
O 7.30 mój syn przerwał naszą zabawę (mój syn - nie ja!) i spoglądając na zegar powiedział, że on już musi się ubierać i umyć twarz i wyszedł z pokoju.
O 7:40 ja ciągle walczyłem z "drabiną Jakuba".
O 7:45 poniosłem fiasko, ale wrócił syn i zapytał czy teraz może zagrać chwilę w "Times Tables Rock Stars". To taka aplikacja, w której trzeba na czas mnożyć liczby od 1 do 12.
"Co w tym trudnego?" - pomyślałem, zapominając, że jest 7:50, a ja spałem tylko kilka godzin.
"Tato jestem lepszy od Ciebie!" - powiedział z dumą mój syn, gdy kilka razy udzieliłem złej odpowiedzi. (Jakże prostsza była zabawa lalką!) On tymczasem błyskawicznie mnożył 12x8 i dzielił 60 przez 12.
Potem pokazał mi, że ma już jakieś 2000 punktów i może część wymienić na nową czapkę dla swojego matematycznego avatara.
Wszytko świetnie, ale jednak żałowałem, że części punktów nie może wyminić teraz na jakieś pół godziny snu dla mnie.
Jędrzej / mamotato
Jędrzej / mamotato

Komentarze
Prześlij komentarz