Przejdź do głównej zawartości

40 lat minęło

Od kilku dni dzieci chodzą jak w jakimś transie, jak na cukrowym haju, i szepczą coś zagadkowo po kątach albo chichoczą szatańsko, spoglądając w moją stronę. Co chwilę słyszę jak ktoś sobie cichutko nuci „40 lat minęło” i widzę, że wyraźnie coś się święci.

- A wiesz mamo, że my nic nie przygotowaliśmy na twoje urodziny - mówi w pewnej chwili Helena i spogląda znacząco na Ignasia. - Ale nie patrz na to krzesło, co my się na nim lubimy kręcić, dobrze? - dodaje po chwili.

No tak. Moje 40 urodziny to wydarzenie sezonu. Emocje sięgają zenitu. 

- I ty naprawdę będziesz miała już jutro 40 lat? - pyta Ignaś.

- No tak - odpowiadam zgodnie z prawdą.

- Dużo... - mówi syn. 

Helena nie wytrzymuje ciężaru tajemnicy i co jakiś czas coś tam mówi, na przykład:

- A wiesz, że my mamy dla ciebie taki ładny napis. Ładniejszy niż Ignaś zrobił na Dzień Kobiet! Bo my mamy dla ciebie takie dmuchane literki! I ja nawet nadmuchałam sama takie dwie literki I i Y, a resztę to już nadmuchał Ignacy.

- A co tam jest takiego napisane z tych dmuchanych liter? - pytam.

- Ja tam nie wiem. Chyba Dzień Matki! - odparowuje Helka.

- Helenko, a wiesz, że ty mi chyba zdradzasz wasze tajemnice? A to miała być niespodzianka na urodziny, prawda? A wiesz, że niespodzianka jest niespodzianką tylko wtedy, kiedy się o niej nic nie wie? Myślę, że Ignaś i tata nie byliby zadowoleni, gdyby wiedzieli, że ty mi zdradzasz urodzinowe sekrety - mówię poważnym tonem, bo zawsze warto przemycić trochę zasad wychowawczych.

- To im nie mów! - odpowiada niewzruszona Helka - A poza tym my przecież nic dla ciebie nie przygotowaliśmy - dodaje po chwili.

No i wreszcie nadszedł ten wytęskniony dzień moich urodzin. I nie przesadzam z określeniem ”wytęskniony”, bo na serio nie mogłam już znieść tej atmosfery tajemniczości, szeptania po kątach, namawiania się i wysyłania mnie do pokoju żebym sobie odpoczęła!

Było super magicznie i cudownie! Życzenia, niespodzianki, balony wylatujące z różnych miejsc, Hogwart, czarowanie, a nawet zorganizowany przez Ignacego i Jędrka escape room i Smocze jajo jako piniata - wypełnione moimi ulubionymi smakołykami! Nawet świeczki na torcie miały różne kolory płomieni, takie to były magiczne urodziny!

Były przesyłki niespodzianki, piosenkowe prezenty oraz rewelacyjny film zmontowany specjalnie dla mnie przez Jędrka z życzeniami i wspomnieniami związanymi ze mną od masy cudownych ludzi!

Ponieważ moi współmieszkańcy wiedzą, że uwielbiam mieć dokładnie zaplanowany każdy dzień, stworzyli plan moich urodzin co do minuty. Dobrze, że Ignacy zastosował zmieniacz czasu, który to zabieg polegał na skonfiskowaniu mi zegarka i przestawieniu wszystkich zegarów w domu, bo inaczej byśmy się nie wyrobili! A tak, to już do wieczora nie wiedziałam która jest godzina, a potem się okazało, że jest zdecydowanie później niż mi się wydaje.

Pomimo kwarantanny, wirusa w koronie, lockdownu i wszystkich tych okropieństw były to po prostu fantastyczne i niezapomniane urodziny. A teraz to już tylko 40 letnia codzienność...

Zaczęłam sobie nawet po raz kolejny oglądać serial „Czterdziestolatek”. Z tego co pamiętałam, to kiedyś mi się ten główny bohater wydawał jakimś starym prykiem. A teraz patrzę na Stefana Karwowskiego i myślę „kurczę, ale młodzik i jaki przystojny!”

Pocieszam się, że ja to może młodziej niż on wyglądam, bo nawet włosów siwych jeszcze nie mam. 

Swoją 40-tkę już polubiłam, bo jak mówi nasza czteroletnia Helena: „Liczba 4 jest najulubieńsza i najlepsza, bo nas jest czworo.” Skoro czwórka jest taka superancka to 40-tka musi być po prostu 10 razy lepsza! I tego będę się trzymać!

Dorota / mamotato

Jeśli podobał się Tobie nasz wpis polub stronę mamotato na Facebooku 👍🙃

Obserwuj mamotato na Instagramie 😉🔭

Subskrybuj nasz kanał mamotato na YouTube 🎶🎹


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mydło Wikingów

Ignacy Godlewski (lat prawie 9) dorasta. Stało się to nagle i niespodziewanie. Zaczęło się chyba od tego, że postanowił nam zrobić herbatę i na pytanie zestresowanego ojca: „Nie poparzysz się?” Odpowiedział coś w stylu: „Nie! No weź!” (Pytanie oczywiście było durne, bo nie znam osoby, która na takowe odpowiedziałaby: „Tak, pewnie się poparzę, ale najwyżej w stopniu lekkim”). W każdym razie Ignacy jak obiecał, tak faktycznie się nie poparzył i robi nam te herbaty teraz cyklicznie. Czasem dochodzi do tego jakieś zorganizowanie śniadania a ostatnio zaczął być specjalistą od rozpalania grilla. Zrobił się przy tym jakiś taki dumny i męski. Generalnie nie ma dla niego rzeczy niemożliwych i nawet czasem gdy jego tata się poddaje i mówi, że czegoś się nie da zrobić, to Ignaś mówi: „Pokaż mi to!” i okazuje się, że jednak się da! Dziś natomiast Ignacy zaskoczył nas wszystkich ponieważ postanowił zrobić mydło. I nie jakieś tam byle jakie, tylko mydło z kasztanów! Od jakiegoś czasu ten pomysł ...

Łuk

  🏹  Ignacy uwielbia strzelać z łuku i nieźle mu to wychodzi. Gdy nie ma akurat łuku pod ręką, a chciałby mieć, to go sobie robi.  💪   Gdy jesteśmy na wyjeździe - a często bywamy - a nie ma akurat sznurka, to go sobie szuka w mijanych sklepikach. Gdy znajdzie - to wiadomo - konstruuje łuk, a potem prawie każda strzała trafia do celu.  🎯 Ot, takie ma celne oko.  ☺️ 🌲  Poszliśmy ostatnio do lasu. Ignaś wziął tym razem ze sobą swój kupny łuk z długą strzałą, zakończoną taką specjalną przyssawką. Nagle wpadł na świetny pomysł, by strzelić w koronę drzew. Strzała poszybowała w górę, chwilę balansowała na napotkanej gałęzi („Mamo, tato, co teraz!?”), ale jednak spadła. Ufff!  😅 🏹  Ale ponieważ nasz dziesięcioletni syn ma czasem krótką pamięć i nie lubi uczyć się na błędach, po 10 minutach strzała odbyła swoją najdłuższą jak dotąd podróż ku niebu i zatrzymała się hen, hen wysoko, tak że ledwo ją było widać.  👀 Tato! Widzisz tę strzałę? -...

Sen kreatywnie

Utarło się przekonanie, że rodzice małych dzieci nie sypiają w nocy. Muszę obalić tę teorię. Rodzice sypiają, ale po prostu bardziej kreatywnie i w bardziej urozmaicony sposób. Niech potwierdzeniem mojej tezy będzie opis dzisiejszej rodzicielskiej nocy. Zasnęliśmy jakoś chwilę po północy. Około drugiej obudziła mnie pochylająca się nade mną rozczochrana blond czupryna, szepcząca: "Mamusiu! Mogę się przytulić?" W tym momencie zdałam sobie sprawę, że się nie wyśpię, ale oczywiście wpuściłam Ignasia do łóżka. Oplótł mnie zaraz tymi swoimi chudymi ramionami, powiedział cichutko: "Zobacz jak my teraz jesteśmy fajnie splątani Mamusiu". I zasnął. Ja oczywiście nie, bo jakoś tchu nie mogłam złapać, ale też bałam się poruszyć żeby go nie zbudzić. Około 2:30 zaczęła się uaktywniać Helena. Słychać było wyraźne kopnięcia w łóżeczko i jakieś pojękiwania. Ignacy się obudził więc zaproponowałam mu, że może położy się w swoim pokoju, a ja położę się tam z nim, bo inaczej siostra ...