Przejdź do głównej zawartości

Polowanie na mysz

https://drive.google.com/uc?export=view&id=1xknMt4Km-vKOo5M2w1G6IXzT7LmquuaG
- Mamy w domu mysz! - krzyknął z kuchni zaaferowany małżonek.
Ja, siedząca właśnie w ogrodzie, zastygłym w pół ruchu z kubkiem kawy przy ustach.
- I co teraz? - zapytałam po chwili.
- Złapię ją! - odkrzyknął bohatersko.
- Uhm...- tyle byłam w stanie wykrztusić, bo właśnie przybiegła mega podjarana Helka.
Biegła na palcach i nagle przemówiła dzikim szeptem:
- Szsz! Ciii! My udajemy z tatą, że nas nie ma, żeby myszy myślały, że nas nie ma! - po czym zachichotała i pognała do myszy.
- Od razu wiadomo, że czytacie Helenie „Kubusia Puchatka” - zauważył Ignacy, odrywając się od lektury i spokojnie skierował swoje kroki do domu.

Ja nie miałam zamiaru ruszać się z leżaka, bo tak pięknie świeciło słońce, ale zaintrygowały mnie hałasy dobiegające z pokoju oraz okrzyki podekscytowanej Heleny:
- Squik! Squik! Ja z nią pogadam i ją wywabię tato! Squik! Squik!
Ruszyłam więc do domu na spotkanie z myszą. Zastałam tam mojego męża z dzikim spojrzeniem i jakimś kijem w ręce. Grzebał tym drągiem za witryną oraz dziko ją oklepywał. Helena, widząc mnie,  zapytała:
- Mamo, a co lubią jeść myszy?
- A kto o to pyta? - zastanowiłam się - Ty, mysz czy tata?
- Żółty ser! Przecież żółty ser! - krzyknęła w tym momencie Helka i klasnęła w ręce. - Czy my mamy żółty ser? - dodała.
- Czy wy zamierzacie karmić tę mysz? - zapytałam ją, nie bez cienia ironii. Mój małżonek nie raczył mi odpowiedzieć, bo właśnie z jakimś wielkim pudłem podchodził do witryny. Widać było w jego dzikim spojrzeniu, że ma plan. 
- Co masz zamiar zrobić? - zapytałam. 
- Ta mysz siedzi za witryną! Widziałem jak tam wbiegała, a nie ma tam żadnej dziury do której mogłaby uciec. Przegonię ją więc i złapię do pudła! - wyjaśnił mi szybko. 
- Aha - odrzekłam tylko, bo ten plan wydawał mi się dziwnie mało realny. 
- A załóżmy, że uda ci się złapać tę mysz do tego pudła to co potem? - zagadnęłam z prawdziwym zainteresowaniem.
- Nooo... - zastanowił się wtedy Jędrek - no wyniosę ją gdzieś. 
- No ale gdzie? - zapytałam, a moja wyobraźnia podsunęła mi właśnie obraz myszy skaczącej w wielkim pudle i mojego męża, który próbuje lawirować z tym kartonem krokiem krakowiaka, bo inaczej nie da się przejść wśród sprzętów i przedmiotów w naszym domu i pędzącego z tym pudłem przez uliczki, żeby gdzieś tam wypuścić mysz.
Jego chyba też naszły wątpliwości bo zapytał:
- Myślisz, że ona wróci? .... No, przecież jej nie zatłukę! Nigdy nie zatłukę gryzonia! - dodał zdecydowanym głosem po czym rzucił bohatersko - Złapiemy ją! - i zaczął przesuwać witrynę.

W tym czasie Helena dowiedziała się, że myszy lubią kiełbaskę więc przytargała kawałek podsuszanej wędliny dla gryzonia i minę miała przeszczęśliwą. 
Witryna oczywiście ani drgnęła, więc Jędrek w prawdziwym łowczym szale zaczął wyciągać z niej przeróżne kosze, książki i pudełka a nawet ukrytą tam maszynę do szycia. Wszystko to rozstawial na podłodze, stole, krzesłach i gdzie popadło. 
- O! Widzę, że robimy większy syf niż ta mysz! - zauważył nie bez słuszności Ignacy.
Ojciec zgasił go szybkim:
- Odsuń się i przesuń to! - i już przesuwał ciężką witrynę. 
Wszyscy czekaliśmy na to, że mysz wybiegnie stamtąd błyskawicznie. Ja to już nawet widziałam w swojej głowie jak ten mały gryzoń lawiruje, niczym w labiryncie, pomiędzy tymi rzeczami, które żeśmy położyli na podłodze, już niemalże czułam dotyk mysiego futerka na stopach... brr! Nic takiego jednak nie nastąpiło. Mysz zniknęła.

- Gdzie jest ta myszka? - chciała wiedzieć Helena. 
- Pewnie weszła do witryny od tyłu! - powiedział tata Jędrzej i zaczął przetrząsać w pośpiechu wszystkie półki przyświecając sobie latarką, którą mu na wyraźne polecenie posłusznie przyniosłam. 
Okazało się, że w środku witryny myszy również nie ma. Znaczyło to, że po prostu zignorowała bezczelnie kiełbaskę, czteroosobowy powitalny komitet mieszkaniowy oraz pudło i czmychnęła w zadziwiający sposób nie wiadomo gdzie. 
W sumie to okazało się, że tę mysz widział tylko i wyłącznie mój małżonek!?
- Ej, a jakiego koloru była ta mysz? - zapytałam z troską.
- Taka szaro - czarna - odparł.
- Uff! - odetchnęłam z ulgą - dobrze, że nie biała! 
- Idziemy do ogrodu! - powiedział Ignacy i już po chwili ulotnili się wraz z Heleną. 
- Uhm! Posprzątam tu! - rzucił mąż ogarniając wzrokiem chaos w pokoju.

Ogarnęliśmy więc bałagan i zostawiliśmy kawałek kiełbasy na podłodze, żeby sprawdzić kolejnego dnia czy mysz na pewno się wyniosła. Okazało się, że w domu już jej nie ma.

Spotkaliśmy ją kolejnego dnia w ogrodzie, więc jeśli będziemy zostawiać zawsze otwarte drzwi, jak to mamy w zwyczaju, to akcja „polowanie” na pewno się powtórzy. Plusem tej sytuacji jest to, że jeśli pewnego dnia ktoś nas odwiedzi i zobaczy bałagan to zgonimy na mysz.

Dorota / mamotato

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mydło Wikingów

Ignacy Godlewski (lat prawie 9) dorasta. Stało się to nagle i niespodziewanie. Zaczęło się chyba od tego, że postanowił nam zrobić herbatę i na pytanie zestresowanego ojca: „Nie poparzysz się?” Odpowiedział coś w stylu: „Nie! No weź!” (Pytanie oczywiście było durne, bo nie znam osoby, która na takowe odpowiedziałaby: „Tak, pewnie się poparzę, ale najwyżej w stopniu lekkim”). W każdym razie Ignacy jak obiecał, tak faktycznie się nie poparzył i robi nam te herbaty teraz cyklicznie. Czasem dochodzi do tego jakieś zorganizowanie śniadania a ostatnio zaczął być specjalistą od rozpalania grilla. Zrobił się przy tym jakiś taki dumny i męski. Generalnie nie ma dla niego rzeczy niemożliwych i nawet czasem gdy jego tata się poddaje i mówi, że czegoś się nie da zrobić, to Ignaś mówi: „Pokaż mi to!” i okazuje się, że jednak się da! Dziś natomiast Ignacy zaskoczył nas wszystkich ponieważ postanowił zrobić mydło. I nie jakieś tam byle jakie, tylko mydło z kasztanów! Od jakiegoś czasu ten pomysł ...

Łuk

  🏹  Ignacy uwielbia strzelać z łuku i nieźle mu to wychodzi. Gdy nie ma akurat łuku pod ręką, a chciałby mieć, to go sobie robi.  💪   Gdy jesteśmy na wyjeździe - a często bywamy - a nie ma akurat sznurka, to go sobie szuka w mijanych sklepikach. Gdy znajdzie - to wiadomo - konstruuje łuk, a potem prawie każda strzała trafia do celu.  🎯 Ot, takie ma celne oko.  ☺️ 🌲  Poszliśmy ostatnio do lasu. Ignaś wziął tym razem ze sobą swój kupny łuk z długą strzałą, zakończoną taką specjalną przyssawką. Nagle wpadł na świetny pomysł, by strzelić w koronę drzew. Strzała poszybowała w górę, chwilę balansowała na napotkanej gałęzi („Mamo, tato, co teraz!?”), ale jednak spadła. Ufff!  😅 🏹  Ale ponieważ nasz dziesięcioletni syn ma czasem krótką pamięć i nie lubi uczyć się na błędach, po 10 minutach strzała odbyła swoją najdłuższą jak dotąd podróż ku niebu i zatrzymała się hen, hen wysoko, tak że ledwo ją było widać.  👀 Tato! Widzisz tę strzałę? -...

Sen kreatywnie

Utarło się przekonanie, że rodzice małych dzieci nie sypiają w nocy. Muszę obalić tę teorię. Rodzice sypiają, ale po prostu bardziej kreatywnie i w bardziej urozmaicony sposób. Niech potwierdzeniem mojej tezy będzie opis dzisiejszej rodzicielskiej nocy. Zasnęliśmy jakoś chwilę po północy. Około drugiej obudziła mnie pochylająca się nade mną rozczochrana blond czupryna, szepcząca: "Mamusiu! Mogę się przytulić?" W tym momencie zdałam sobie sprawę, że się nie wyśpię, ale oczywiście wpuściłam Ignasia do łóżka. Oplótł mnie zaraz tymi swoimi chudymi ramionami, powiedział cichutko: "Zobacz jak my teraz jesteśmy fajnie splątani Mamusiu". I zasnął. Ja oczywiście nie, bo jakoś tchu nie mogłam złapać, ale też bałam się poruszyć żeby go nie zbudzić. Około 2:30 zaczęła się uaktywniać Helena. Słychać było wyraźne kopnięcia w łóżeczko i jakieś pojękiwania. Ignacy się obudził więc zaproponowałam mu, że może położy się w swoim pokoju, a ja położę się tam z nim, bo inaczej siostra ...