Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wojaże z nadbagażem: Podróż PKP

Porwałam się na podróż PKP! Ba! Porwałam się na podróż PKP z dziećmi! Przestrzegam: Jeśli nie musicie – nie czyńcie tego! Nie podołałabym fizycznie i psychicznie gdyby nie pomoc mojej niezawodnej siostry ale i licznego grona przypadkowych miłych, zupełnie obcych ludzi. A było to tak: Ponieważ na stronie PKP nie mogłam znaleźć informacji na temat podróżowania z dziećmi i głębokim wózkiem postanowiłam wybrać się specjalnie na dworzec, aby zapytać o szczegóły i kupić bilety. Otrzymałam wyraźną informację, że mogę spokojnie podróżować z głębokim wózkiem jeśli zakupię bilety w tzw. Przedziale dla matki z dzieckiem w specjalnym wagonie nr 12. Ucieszyłam się i zakupiłam bilet rodzinny dla naszej ekipy. Oprócz wózka, w którym przemieszcza się sześciomiesięczna Helena, przewoziliśmy również łóżeczko turystyczne, walizkę, plecak i kilka toreb. No trochę się tego uzbierało… Jakie było nasze zdziwienie, kiedy okazało się, że magiczny wagon nr 12 jest zwyczajnym wagonem. Wózek oczywiście trzeb...

Ignacy i stworzenie świata

Nasz Ignacy przyszedł z przedszkola i powiedział: - Musimy stworzyć świat! To stworzyliśmy. Bogu zajęło to sześć dni, nam wspólnymi siłami trzy wieczory. Efekt może nie jest tak spektakularny, ale ten jest cały nasz. Jak się okazało do stworzenia świata potrzebnych jest kilka bandaży, okrągły balon i klej wikol. Przydadzą się także stare bluzki, nożyczki i fosforyzująca farba. Jeszcze tylko podkoloryzujemy oceany niebieską farbą. I tadam! Gotowe! Całość podświetlamy lampkami, schowanymi we wnętrzu Ziemi. A po zgaszeniu światła kontynenty wciąż są widoczne. Jeśli podobał się Tobie nasz wpis polub stronę mamotato na Facebooku  👍🙃 Obserwuj mamotato na Instagramie  😉🔭 Subskrybuj nasz kanał mamotato na YouTube  🎶🎹

Kurtynowiec i Wró-bar

Było przed siódmą rano. Szykowałyśmy się z Ignacym do przedszkola. Mój umysł ledwo klecił zdania. Mózg czterolatka pracował zaś na najwyższych obrotach, a usta nie nadążały wypowiadać kolejnych słów: - Tato, a jak wrócę z przedszkola to muszę zrobić taką maszynę, żeby kurtyna sama się wznosiła. W górę i w dół! Wiem, potrzebuję dwa sznurki, naklejki, jedną piankę kartkową, jakąś kartkę i kredki żeby zrobić kurtynowca. - Kurtynowca? - spytałem ledwo powtarzając nowe słowo. - Tak, kurtynowca! To będzie super maszyna! - zakończył podekscytowany Ignacy. - Pamiętaj, że po przedszkolu jedziemy do babci Ini - powiedziałem. - To zrobię kurtynowca u babci Ini! - nie podawał się Ignacy. I zrobił. Babcia Inia miała na szczęście dwa sznurki.  Było przedstawienie. Nie zabrakło kurtynowca. Kilka dni później w wyniku połączenia naszych konstruktorskich sił powstał WRÓ-BAR. Najlepsza jadłodajnia dla wróbli w naszej miejscowości. Tak popularna, że nie potrzebuje kuchennych rewolucji Magdy ...

Seks według czterolatka

Poniedziałek. Wczesne godziny popołudniowe. Korzystając z chwili, kiedy akurat żadne z naszych dzieci nie domagało się uwagi, siedzieliśmy na kanapie przytuleni, szepcząc do siebie. Nagle, ni z tego ni z owego, odezwał się Ignacy: - Co, chcecie mieć seks? Na chwilę zaniemówiliśmy. Mama Dorota pierwsza odzyskała głos: - Co masz na myśli? - spytała. - No seks! - odpowiedział pewnym głosem nasz czteroletni syn. - Co ty mówisz? Ty wiesz co to jest seks? - włączył się tata Jędrzej. - No pewnie. Seks jest wtedy gdy ludzie są nago. - Nago? - spytała mama, próbując zyskać na czasie. - I co robią nago? - ciekawość wzięła górę nad tatą. - Bawią się razem - odpowiedział Ignacy - chodzą sobie, tak się przytulają mocno, dopełniają się - kontynuował. Całe szczęście na tym jego wiedza  się kończyła. To dobrze, bo po chwili zdecydowanym tonem dodał: - Zrobię to z wami! - Nie możesz - zaprotestowaliśmy. - Dlaczego? - nie ustępował Ignacy. - Bo tak nie można - powiedziała mama Dorota...

Wojaże z nadbagażem: Ahoj przygodo!

Zima, koniec stycznia, zwyczajny dzień w Kołobrzegu. Normalny spacer i wydawać by się mogło, że tradycyjna polska rodzina z dwójką dzieci, ale nie wiedzieć dlaczego budzimy powszechne zdumienie na twarzach mijanych ludzi. Jesteśmy jedyni z wózkiem na molo i na promenadzie. Świeci słońce, temperatura dodatnia, uznaliśmy, że to pogoda idealna na spacer. Trochę idziemy, ociupinkę się gonimy a i odrobinę bawimy w chowanego, przy tym dużo się śmiejemy i dyskutujemy nieustannie, ot rodzina na spacerze. Niby normalka, ale chyba tylko dla nas. Ludzie na nas patrzą dziwnie. Niektórzy kiwają głowami. Nieliczni odważyli się zapytać: „Ile ma to dziecko w  wózku?”. Odpowiedź: „6 tygodni” najczęściej powoduje konsternację i komentarze w stylu: „Naprawdę przyjechali państwo z tak małym dzieckiem nad morze?” i „Ja bym się bała!”. Tylko czy dlatego, że inni się boją my mamy siedzieć w domu? Godzina 13:00, zaczynamy już czuć porządnie podmuchy wiatru. Wchodzimy więc całą naszą czteroosobo...

Świeżo zmalowane

Trochę czasu minęło od ostatniego wpisu, bo też w naszym życiu zaszło trochę bardzo znaczących zmian. Wszystko zaczęło się 9 miesięcy przed 13 grudnia 2015 roku. 12 grudnia Ignacy, widząc zmęczenie swojej mamy, zbliżył głowę do jej brzucha i zdecydowanym głosem powiedział: - Helena, wychodź, bo mama nie może już z Tobą wytrzymać! Helenka wyszła następnego dnia, 13 grudnia po trzynastej. W czepku urodzona, podobno na szczęście. Starszego brata trzeba słuchać. Od owego 13 grudnia prawie nie śpimy, ale i tak jest fajnie. Ignacy ma nowe pole do popisu. Poproszony o umycie Helence smoczka zniknął na chwilę w łazience. Po kilku minutach wyszedł i wręczył Dorocie smoczka mówiąc: - Mamo, powąchaj jak ładnie pachnie! - Umyłeś go mydłem? - mama Dorota nie kryła zaskoczenia. - Mydłem też! - odpowiedział zadowolony z siebie Ignacy. No cóż, nudno nie będzie. Kilka dni temu gdy Helenka spała, mama Dorota zajęła się jak zwykle edukacją jej starszego brata. Zabawa polegała na głoskowaniu wyr...

Ignacy i nowa budowa

- Tato, widziałeś? Tam była nowa budowa! - Usłyszałem z tylnego siedzenia, gdy dziś rano odwoziłem Ignacego samochodem do przedszkola: - Naprawdę? - spytałem. - Tak, nie widziałeś? - usłyszałem wyraźny wyrzut w głosie. - Nie widziałem, ale skąd wiesz, że to była nowa budowa, były tak jakieś koparki? - spróbowałem podpytać. - Nie, tylko dwóch ludzi - odpowiedział Ignacy. - I co oni robili? - byłem ciekaw. - No chodzili... i rozmyślali... - wymieniał powoli Ignacy. - A co, budowlańcy dużo rozmyślają? - spytałem. Ignacy zamyślił się i po chwili powiedział: - Myślę. Po kolejnej chwili dodał: - Myślę. I po kolejnej chwili zakończył melancholijne: - Tak - po czym kontynuował. - A wiesz tato, że ja dziś w przedszkolu znowu będę budował z Marcelem podziemny garaż. Ja bardzo lubię budować z Marcelem. I wiesz tato, ja rządzę na tej budowie. Jednym słowem może jednak ten mój syn będzie budowlańcem, przecież ma już opanowane dwie podstawowe cechy sztuki budowlanej: rządzenie i rozmyśla...

Ignacy i przyszłość

Dzieci zaskakują. Choć trudno przewidzieć co powiedzą, same często zajmują się przewidywaniem przyszłości. Co więcej, to nie jest zwykle jasnowidztwo, one są pewne na 1000%. Rozmowa nr 1. Ignacy i tata - Tato, ja już nie będę mył głowy. Nigdy! Usłyszałem kilka dni temu od Ignacego po burzliwym prysznicu. To podobno nie był dobry czas na mycie włosów. Na marginesie dodam, że według Ignacego taki czas nigdy nie istnieje. Postanowiłem go trochę podpuścić, ponieważ chciałem usłyszeć, jak bardzo już nigdy nie umyje włosów. - A jeśli dałbym Ci paczkę cukierków to jeszcze kiedyś umyjesz głowę? - spytałem. - Może - odpowiedział Ignacy po chwili wahania. - Ale nie jestem pewien. Nasz syn to jednak dobry negocjator. Nie miał jeszcze w ręku paczki cukierków (na marginesie nie dostanie jej), więc po co się określać. Rozmowa nr 2. Ignacy i mama Oprócz mycia włosów, a właściwie niemycia włosów, Ignacy ma też konkretną wizję umeblowania swojego przyszłego domu. - Lubisz mieć...

Więzienie na zimę, ale o 6 rano świat jest piękny

Jest 6 rano. Ignacy budzi nas gotowy już iść do przedszkola, tyle tylko, że my nie jesteśmy jeszcze o tej porze gotowi, by go odprowadzić, bo jeszcze planujemy godzinę snu. Mimo wszystko Ignacy Godlewski (lat 4) nie daje za wygraną i korzystając z naszego chwilowego przebudzenia pyta zaciekawiony: - Mamotato, a jak jest po angielsku słuchacie ? Gdy my, jeszcze trochę śpiąc, zaczynamy ze sobą dyskusję, niespodziewanie pada kolejne pytanie: - Mamotato, a jak jest po angielsku świat jest piękny ? No bardzo piękny, zwłaszcza o 6 rano. Niech żyją lekcje angielskiego o świcie! Po czym Ignacy zostawia nas i idzie, jak co rano od kilku dni, sam umyć zęby, ręce i twarz, aby na koniec trochę się "pogrzebać" (czytaj uczesać), ale najpierw "na mokro", by po chwili wysuszyć włosy suszarką i zrobić sobie "włosy na sucho". My zyskujemy 15 minut snu. Ignacy przejawia zainteresowanie językiem angielskim także podczas dnia. Objawia się ono: a) chęcią nauki innyc...

Ignacy i jego koń-tata

Właściwie od kiedy tylko Ignacy zaczął siadać, jeździ na koniu. A co? Stać go! Tym koniem jest oczywiście jego osobisty tata, czyli ja. Gdy Ignacy ważył kilka kilogramów koniowi było łatwiej. Teraz koń się czasem zapomina. Gdy ostatnio staraliśmy się namówić Ignacego, żeby korzystał z toalety w nocy, to aby go zmotywować nieopatrznie powiedziałem, że może mnie zawołać, a ja przygalopuję i pojedzie do toalety konno. Ignacy przyszedł do nas do łóżka około drugiej w nocy, a po jakimś czasie, gdy akurat zapadłem w najgłębszy sen, usłyszałem niewyraźnie z dalekiej jawy: - Tato, chcę do toalety... I coś tam, coś tam jeszcze, czego przez sen nie mogłem zrozumieć. - To idź - wymamrotałem. Ignacy powtarzał coś kilka razy, ale ja wyłączałem się zawsze po pierwszych słowach i nie słyszałem końca, zasypiając. W efekcie poczułem, że coś chwyta moją  głowę, zbliża się do niej i mówi bardzo głośno: - Tato, chcę do toalety! Ale na koniu! - Wstawaj koniu! Obiecałeś! - dodała nieśpiąca już...

Tajemnicza pępowina

Wieczory są dla mojego czterolatka idealne na refleksje i poruszanie trudnych tematów. Pewnego razu, kiedy szykowaliśmy się do spania zapytał: - Mamo, a dlaczego my już nie jesteśmy połączeni pępowiną? Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że dzieci są połączone pępowiną z mamą kiedy są u niej w brzuchu, a po urodzeniu taką pępowinę się przecina, żeby dziecko mogło się rozwijać samodzielnie. - Naszą pępowinę przeciął tata – dodałam, po czym zdałam sobie sprawę, że zabrzmiało to trochę jak wyrzut. Mój syn trawił przez chwilę tą informację po czym rzekł pogodnie: - Jesteśmy ciągle połączeni pępowiną, wiesz? - Jak to? – spytałam zdziwiona, ale także niezwykle zaciekawiona. Ignacy powiedział wówczas poważnym głosem: - Jesteśmy połączeni pępowiną i jej nie można przeciąć wiesz…bo to jest taka pępowina miłosna! Jakże pięknie to ujął! Czyli to właśnie Miłosna Pępowina sprawia, że zawsze myślami jestem przy moim dziecku? Czuję jakby moje serce żyło gdzieś poza mną…Podobno stając się matk...

Czterolatek i pytania

Czterolatek zadaje mnóstwo pytań. Codziennie. Co chwilę. I uważa, że my rodzice znamy wszystkie odpowiedzi. - Ignacy, jaki samochód mam kupić? - postanowiłem, że tym razem to ja zadam pytanie. Jak zwykle jechaliśmy samochodem do przedszkola. Ignacy nie namyślał się wiele tylko odpowiedział: - Tato, kup taki samochód, który sam parkuje. - Gdzie taki znajdę? Widziałeś takie auto? - spytałem trochę zszokowany, gdyż w ogóle nie brałem takiego kryterium pod uwagę. Samochody które dotąd mieliśmy nawet "same" nie otwierały tylnych szyb. Trzeba było kręcić korbką. - No widziałem. W reklamie. Można puścić kierownicę i auto parkuje. Sa-mo! Jak wysiedliśmy Ignacy pokazał palcem na stojącego nieopodal Forda i powiedział: - O jest! - Skąd wiesz? - spytałem. - Bo widzę znaczek! - no tak, głupie pytanie. Abstrahując od marki samochodu, czy mój syn naprawdę uważa, że tak słabo parkuję? A może jeżdżę za mało efektownie, jak jakiś sztywniak, którego nie stać na efekty kaskaderskie,...

Tato, Ty Nie wiesz, bo nie widzisz!

- Tato, Ty nie wiesz, bo nie widzisz! - w ten dziwny sposób Ignacy coraz częściej zawraca się do mnie, gdy na ten przykład robi coś w swoim pokoju na górze, a ja stojąc na dole nieudolnie staram się dowiedzieć co? Tak naprawdę czasami wolałbym nie wiedzieć, skoro już "nie widzę". Ale kiedyś, prędzej czy później, nie wiem po co, każdy rodzic musi "coś" zobaczyć. - Ignacy, co robi kolorowa plama po farbie na dywanie? - spytałem dziś rano. - Farbi - padła lakoniczna, wymijająca odpowiedź. Prawda, obecnie "farbi", ale kiedy zaczęła "farbić" i w jaki sposób, tego się już nie dowiedziałem, bo nagła amnezja, bo "nie pamiętam". Naprawdę często wolałbym żyć w błogiej niewiedzy. Ale nieeee... Moje niemądre oczy zawsze muszą "coś" zobaczyć, jakby im było mało, to kolorowe stempelki na ścianach, to plastelinę we włosach. Na szczęście czasami Ignacy potrafi zaskoczyć pozytywnie. Dziś rano nie poszedł do przedszkola. Zawołałem go...

Tato, mogę Cię pogrzebać?

- Tato, mogę Cię pogrzebać? - usłyszałem jakiś czas temu z ust stojącego za moimi plecami syna. Lekko przerażony odwróciłem głowę i zobaczyłem Ignacego Godlewskiego (lat 4), trzymającego w ręku... grzebień. - Pogrzebać? - spytałem spokojnie. - Trochę pogrzebać - usłyszałem, po czym Ignacy przeczesał grzebieniem moje włosy. Kamień spadł mi z serca. To tylko dziecięce słowotwórstwo, choć mocno powiało grozą. Na szczęście kreatywność językowa Ignacego częściej bawi, niż przeraża. Wracając ostatnio samochodem z przedszkola usłyszeliśmy z Dorotą z tylnego siedzenia: - Mamotato, a wiecie, że gdyby istniała taka droga, która nazywałaby się "Ryby", to byłaby bardzo zaśmieszalna? - Zaśmiecalna? - mama Dorota próbowała rozwikłać językową zagadkę. - Nie, zaśmieszalna! - zabrzmiała stanowcza odpowiedź 4-latka. - Zaśmiecona? - próbowałem nieudolnie kontynuować wątek stanu czystości drogi. - Zaśmieszalna!!! - Nie rozumiemy - zacząłem się poddawać. - Byłaby bardzo rozśmieszal...

Adam i Ewa

Ignacy z okazji pierwszego Dnia Dziecka otrzymał od nas Adama. To było niecałe 4 lata temu. Adam przyszedł na świat w IKEA. Adam szybko awansował ze zwykłej przytulanki na najlepszego kumpla, z którym Ignacy nigdy się nie rozstawał. Ostatnio nastąpił przełom i Adam z kumpla stał się synkiem, którego Ignacy kocha, kładzie spać i któremu daje całusa na dobranoc. Słowem nasz syn dojrzewa. A skoro już kiedyś pojawił się Adam, musiała pojawić się też Ewa. Ewa to koleżanka Ignacego z przedszkolnej grupy (4-latki). Jadąc z nami ostatnio samochodem, Ignacy zakomunikował nam: - Mamotato, a może byśmy zaprosili do nas kiedyś Ewę? - i tu nastąpiła słowna prezentacja owej Ewy. - Moglibyśmy też zaprosić nasza panią Emilkę i Marcela. - Oczywiście - zgodziliśmy się. - A może Ciebie też zaprosi kiedyś jakiś kolega? - zagaiła mama Dorota, nieświadoma, że nie o to chodzi w tej rozmowie. - No tak, może zaprosi mnie... i Ewę. - Ignacy nie dawał za wygraną. - Bo Ewa powiedziała nam, że może do...

Jak giną poduszki według przyszłego strażaka

Wiecie co się dzieje z długopisami? Gdzie się gubią? 90% długopisów mojego życia przypadło bez wieści. Wczoraj natomiast pani z przedszkola poprosiła o przyniesienie dla Ignacego poduszki na czas relaksacji. Dorota, najfajniejsza mama na świecie, odbierając Ignacego z przedszkola spytała się: - Zaniesiesz jutro poduszkę do przedszkola? - Nie! - Nie zaniesiesz? - Nie! - Ale dlaczego? - Bo-Tak-Właśnie-Giną-Poduszki! - odpowiedział Ignacy tonem pouczającym, każde słowo podkreślając gestem ręki. I wszystko jasne. Dzisiaj zaś odwożąc Ignacego do przedszkola z tylnego siedzenia usłyszałem poważną deklarację: - Tato, jak dorosnę będę strażakiem. I choć słyszałem to już kilka razy, tym razem było tak jakoś bardzo poważnie. - Będziesz strażakiem? - spytałem, żeby okazać zainteresowanie. - Tak i będę się uczył. Bo na świecie są przecież wszystkie szkoły. Jest śpiewalnia i jest szkoła dla strażaków. I oni tam uczą się na takim wielkim placu. I mają ochronę. - Jaką ochronę? - sp...

Imiona

Do przedszkolnej grupy Ignacego dołączyli nowi chłopacy. - A wiecie, że mamy od dziś w grupie dwóch Marcelów? - dowiedzieliśmy się, kładąc wieczorem Ignacego spać. - I mamy jeszcze nowego Mikołaja i starego Mikołaja. Skąd tylu Marcelów, tego nie wiemy. Ale Stary Mikołaj się przyda. W końcu niedługo grudzień. mamotato Jeśli podobał się Tobie nasz wpis polub stronę mamotato na Facebooku  👍🙃 Obserwuj mamotato na Instagramie  😉🔭 Subskrybuj nasz kanał mamotato na YouTube  🎶🎹

Ten inny

Ignacy ma w przedszkolu przynajmniej dwóch Marcelów. Skąd wiem? Z porannej rozmowy w szatni. - Ignaś, to jest chłopiec z Twojej grupy? - pytam. - Nie, my mamy w grupie innego Marcela. Jestem osobistym tatą Ignacego i mam na imię Jędrzej. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że w swoim życiu spotkałem niewielu Jędrzejów. Tym większe było moje zdziwienie, gdy ostatnio po przyjściu do pracy okazało się, że siedzę w pokoju obok drugiego Jędrzeja. Niby zawsze chciałem, żeby w klasie, szkole, grupie pojawił się drugi Jędrzej, bo zawsze było dwóch Marcinów, Piotrów, czy Tomków i wydawało mi się to fajne, ale jakoś tak dziwnie coraz częściej słyszeć o sobie w pracy "ten inny". - Ten Jędrzej wziął to pismo? - Nie, ten inny. Mam wrażenie, że drugi Jędrzej ukradł mi imię. Nie wolno kraść, ale przecież nie zgłoszę tego na Policję, bo pomyślą, że naprawdę jestem inny. Ten sam, ale równocześnie ten inny tata Jędrzej mamotato Jeśli podobał się Tobie nasz wpis polub stronę ...

Poranna lekcja logiki

7 rano kilka dni temu. Odwożę Ignacego (lat 4) do przedszkola. Nagle słyszę z tylnego siedzenia: - Tato, jak wrócisz z pracy to pójdziemy na pole, weźmiemy łopaty i poszukamy dinozarłów? Odpowiadam, że poszukać możemy, po czym zaczynam wywód o tym, jaka to jest mała szansa na takie znalezisko na naszym polu, że raczej na pustyni, bo to i tamto... Ignacy słucha i nagle przerywa: - Ale Boba Budowniczego wyprodukowano w Warszawie! Nie widzę związku, ale faktycznie po oglądnięciu bajki poprzedniego wieczoru Ignacy długo i głośno powtarzał słowa lektora z napisów końcowych "wyprodukowano w Warszawie". Cierpliwie czekam na wyjaśnienie. - Bo wiesz tato, że Bob Budowniczy i koparka znaleźli pterodaktyla? Słowo pterodaktyl w ustach Ignacego w ogóle mnie już nie szokuje odkąd zauważyliśmy z Dorotą, że Ignacy zapamiętuje po jednym usłyszeniu takie słowa jak pulmikort czy udar bezkrwienny, a jego ludziki Duplo używają tych nazw w codziennym życiu. Są naturalnie też "dinozar...

Ignacy Godlewski

Poznajcie naszego syna Ignacego Godlewskiego. Ma dopiero cztery lata, ale przedstawia się imieniem i nazwiskiem nawet dzieciom na "plac zabawie". Na czwarte urodziny zamówiliśmy dla niego tort. Poprosiliśmy, aby obrazek na torcie miał motyw strażacki np. strażaka Sama. Poprosiliśmy też o napis "Strażak Ignacy". Ignacy, gdy to usłyszał, oburzył się, że on "nie chce takiego napisu i że ma być strażak Ignacy Godlewski". No i zamiast strażaka Sama i kolorowego napisu, cukiernia na torcie umieściła real foto wozu strażackiego i czekoladą kaligrafowany napis "strażak Ignacy Godlewski". Wedle życzenia. Jak dla strażaka odchodzącego na emeryturę. mamotato Jeśli podobał się Tobie nasz wpis polub stronę mamotato na Facebooku  👍🙃 Obserwuj mamotato na Instagramie  😉🔭 Subskrybuj nasz kanał mamotato na YouTube  🎶🎹