Przejdź do głównej zawartości

Posty

Pierwsze zapiski Heleny

 ✏️ No i stało się. Do grona osób czytających i posługujących się pismem w naszej czteroosobowej rodzinie dołączyła Helenka. Bardzo chciała dołączyć, widząc  czytających i wiecznie coś notujących rodziców, a także biorąc przykład z ponad cztery lata starszego Ignacego, który książki pochłania szybciej niż jedzenie (dosłownie!), a na dodatek sam różne pisze i nam je co jakiś czas prezentuje. 📝 Już od dłuższego czasu Helenka zostawiała nam w różnych miejscach karteczki „mamo tato Ignacy koham was”, czy „mamo tato koham cię”. ❤️ A jeśli jej zapisaliśmy to, o co poprosiła, bardzo starała się to bezbłędnie przepisać. ✍️ Ale wczoraj wydarzyła się rzecz ważna. Helenka sama wymyśliła i podczas zabawy z Ignacym zapisała swoje bodajże najdłuższe dotychczas zdanie: „mały dinozałar poginoł w mojej safie”. 😂  Znalazłem kartkę dziś rano w pokoju dzieci i zdecydowanie zrobiła mój dzień lepszym. 😉🤣 Zdanie to, nie wiem dlaczego, skojarzyło mi się z pierwszym zdaniem zapisanym w języku...

Czy każdy Paweł puszczający pawia jest pawianem? - czyli zwierzęcy galimatias

🦃😊🦚 Kilka dni temu nasza pięcioletnia Helenka rzuciła od niechcenia:  - Zapomniałam jak się nazywa to zwierzę, które robi gul gul. - To chyba indyk - odrzekłam, widząc przed oczami okładkę książki dla dzieci o indyku i jego koralach. - A jak się nazywa ten, taki, który ma kolorowe skrzydła? - spytała Helena. - Chyba pawian - wypalił dziewięcioletni Ignacy. - Raczej paw - odpowiedziałam, nie wiem właściwie dlaczego, bo przecież wiele ptaków ma kolorowe skrzydła a paw to ma raczej kolorowy ogon. Chyba Ignacy naprowadził mnie tym pawianem czy coś. Sprostowałam czym prędzej, że pawian to taka małpa z długim nosem i czerwonym tyłkiem. - O jacie! Za dużo jest tych zwierząt! - odrzekł zrezygnowany syn. - Helena nie była zadowolona z naszych odpowiedzi i drążyła dalej:  - Paw? Nie! Paw to jest chyba imię! Można mieć tak na imię prawda? - Chyba Paweł? Paweł to jest imię. - odpowiedziałam, bawiąc się coraz lepiej. - Acha. No tak. Znam kogoś takiego.  - zakończyła usatysfakcjonow...

Dzień Rodzica

😍❤️ Helena od początku roku pyta codziennie kiedy będzie Dzień Dziecka, ponieważ bardzo nie może się już doczekać. W pierwszym tygodniu stycznia, po kolejnym pytaniu naszej pięciolatki, zapytaliśmy dzieciaki kiedy będzie Dzień Rodziców. Ku naszemu zdumieniu Ignacy z Helką wyznaczyli go na środkowy weekend stycznia. ⏰💪 Przygotowywali się prawie dwa tygodnie a dziś nastawili sobie budzik na 7:30, żeby zrobić nam niespodziankę. ⏰ Kiedy wstaliśmy, czekała na nas wysprzątana i udekorowana jadalnia (na banerach Happy Birthday, pozostałych po którychś tam urodzinach, Ignacy skreślił „birthday” i napisał flamastrem „Dzień Mamy i Taty” (uroczo i jakże ekologicznie oraz oszczędnie 😅) Czekało nas też pyszne śniadanie. ❤️ Na tym się nie skończyło! Było poszukiwanie skarbu, z wieloma zabawnymi zagadkami i podpowiedziami, a nawet podpowiedziami do podpowiedzi 🤣 Skarbem okazały się wspaniałe, ręcznie robione prezenty oraz film stworzony przez Ignasia. Na dodatek Ignacy przygotował obiad, czyli sh...

Magiczny Wieczór Andrzejkowy

Świętujecie Andrzejki? Dla nas to doskonała okazja, aby twórczo i aktywnie spędzić czas z dziećmi. W tym roku również postanowiliśmy wspólnie sobie powróżyć i zorganizować magiczny wieczór andrzejkowy. STUDNIA ŻYCZEŃ, CZYLI WPROWADZENIE DO TRADYCJI ANDRZEJEK Zaczęliśmy od zbudowania „czarodziejskiej studni” z klocków Duplo. Lubimy dawać naszym dzieciom wspólne zadania, bo zależy nam bardzo na rozwijaniu  ich współpracy. Wspomnieliśmy o tym, że niegdyś chłopcy wróżyli sobie w wieczór Katarzynek a dziewczyny w Andrzejki, a obecnie i chłopcy i dziewczyny organizują wspólne wieczory Andrzejkowe. Przypomnieliśmy dzieciakom ludowe porzekadło: Święty Andrzej ci ukaże, co ci los przyniesie w darze. Dla nas stało się ono swoistym zaklęciem. Wypowiadaliśmy je wspólnie, wrzucając symboliczne grosiki do zbudowanej przez dzieci „czarodziejskiej studni”. Było to wprowadzeniem do wieczoru pełnego przepowiedni i wróżb, żeby były dla nas pomyślne i czytelne. NAJDŁUŻSZA SKÓRKA OD JABŁKA, CZYLI PRZEP...

Z cyklu „Rozmowy o literaturze”

Helena (5 lat): Ignasiu pożyczysz mi książkę? Ignacy (9 lat): Jasne! A którą? Helena: Tą o Mikołaju, który kopie! Ignacy: O kim?  Helena: No o Mikołaju Kopaczu! Ignacy: Ja nie mam takiej książki. Helena: Tata powiedział, że masz i że mi pożyczysz!  Ignacy: Ale ja naprawdę nie mam książki o żadnym Mikołaju Kopaczu! (w tym momencie syn przechyla się przez balustradę i krzyczy) Tato! O jakiej książce mówiłeś dla Heleny? O jakimś Mikołaju, co kopie...??? (tata coś odpowiada a Ignacy wybucha śmiechem) Aha! Helena! O Mikołaju Koperniku! Helena: No mówiłam, że masz!  😂😍  mamotato #dzieci #czytaj #książki #mamotato #syn #córka #mikołajkopernik #zabawa #dobryczas #kocham #family #blog #kids #book #fun #love #wonderfultime Jeśli podobał się Tobie nasz wpis polub stronę mamotato na Facebooku  👍🙃 Obserwuj mamotato na Instagramie  😉🔭 Subskrybuj nasz kanał mamotato na YouTube  🎶🎹

Jak kupić super ekstra wygodny materac

Od jakiegoś czasu budzę się obolała i niewyspana. Za ten stan rzeczy zaczęłam obwiniać materac, no bo przecież nie wiek, ani notoryczne chodzenie spać po pierwszej w nocy. A skoro tak, to materac trzeba czym prędzej wymienić. Tylko na jaki? Jak się zaczęłam orientować w temacie, to okazało się, że wybór jest ogromny i że wszystko ma znaczenie! Bo mogę mieć materac sprężynowy, albo taki z pianki. Jeśli wybiorę taki ze sprężynami, to mogą to być zupełnie zwykłe, że tak powiem, gołe sprężyny, albo takie zapakowane w osobne kieszonki. Te sprężyny mogą też być rozmaitej grubości i ułożone pod różnym kątem. A jeśli zdecyduję się na materac piankowy, to może on być z rożnej grubości i różnego rodzaju pianki. Może mieć siedem stref odpowiedniego wspierania mego ciała gdy śpię, może również zapamiętywać jego ułożenie. Ponadto są materace testowane przez kosmonautów, ale one chyba zawierają w sobie co najmniej gwiezdny pył, albo fragmenty rakiet, bo żeby je mieć trzeba wydać kosmiczną kwotę. W ...

Muszka Zębuszka

Znacie może Wróżkę Zębuszkę? To ta, co zabiera dzieciom mleczaki, które wypadły, a w zamian za to oferuje im jakieś pieniądze czy prezenty. Do nas póki co nie zawitała, bo pomimo tego, iż Ignacowi wypadają ostatnio zęby w ilościach hurtowych, to nie zamierza ich nikomu oddawać. Powiedział ostatnio, że nie zależy mu na absolutnie żadnych korzyściach materialnych od wiadomej wróżki, a jego mleczne zęby są dla niego tak cenne, że nie zamierza się ich pozbywać. Kolekcjonuje je więc w specjalnym, eleganckim pudełeczku i (o zgrozo!) co jakiś czas nam je prezentuje. Tak u nas wygląda sprawa z Wróżką Zębuszką. A znacie może Muszkę Zębuszkę? Jeśli nie, to nie przejmujcie się zupełnie. Ja również usłyszałam o niej niedawno i to od naszej 4,5 letniej Helenki. Nasza córka, jak zwykle konkretna i dokładna, wykonała nawet szczegółowy rysunek takiej Muszki i opowiedziała mi dokładnie o jej zwyczajach oraz sposobie życia. Postanowiłam to spisać, żebyście też się dowiedzieli, bowiem takie Muszki Zębusz...

O przeprosinach słów kilka

Łatwo jest coś nabroić, palnąć coś głupiego, obrazić kogoś bliskiego, ale o wiele trudniej przeprosić. Rodzeństwo, jak to rodzeństwo, przez większość czasu nie może żyć bez siebie, świetnie się bawi, ale jak już się kłóci to lecą iskry. W pewnym momencie słyszymy rozdzierający krzyk naszej 4,5 letniej córki. - Co się stało? - pytam - A Ignaś mnie kopnął! Aaa! - skarży się Helena. - Przez przypadek - tłumaczy się Ignaś.  - Musisz mnie przeprosić! - kontynuuje Hela głosem niczym obrażona królowa. - No przepraszam... - burczy pod nosem Ignacy.  - To nie jest przeproszenie! - tłumaczy Helka - jak się przeprasza to trzeba spojrzeć w oczy i głośno powiedzieć PRZEPRASZAM i przytulić wiesz?! Ignacy przewraca oczami, ale stosuje się do instrukcji i konflikt zażegnany, uff! Bywa również, że to młodsza siostra jest zapalnikiem kłótni.     - Jesteś głupi! - krzyczy Helka w stronę Ignasia. - To ja nie będę się już z tobą bawił - odpowiada jej brat. Musisz mnie przeprosić! - dodaj...

Polowanie na mysz

- Mamy w domu mysz! - krzyknął z kuchni zaaferowany małżonek. Ja, siedząca właśnie w ogrodzie, zastygłym w pół ruchu z kubkiem kawy przy ustach. - I co teraz? - zapytałam po chwili. - Złapię ją! - odkrzyknął bohatersko. - Uhm...- tyle byłam w stanie wykrztusić, bo właśnie przybiegła mega podjarana Helka. Biegła na palcach i nagle przemówiła dzikim szeptem: - Szsz! Ciii! My udajemy z tatą, że nas nie ma, żeby myszy myślały, że nas nie ma! - po czym zachichotała i pognała do myszy. - Od razu wiadomo, że czytacie Helenie „Kubusia Puchatka” - zauważył Ignacy, odrywając się od lektury i spokojnie skierował swoje kroki do domu. Ja nie miałam zamiaru ruszać się z leżaka, bo tak pięknie świeciło słońce, ale zaintrygowały mnie hałasy dobiegające z pokoju oraz okrzyki podekscytowanej Heleny: - Squik! Squik! Ja z nią pogadam i ją wywabię tato! Squik! Squik! Ruszyłam więc do domu na spotkanie z myszą. Zastałam tam mojego męża z dzikim spojrzeniem i jakimś kijem w ręce. Grzebał tym drągiem za witry...

40 lat minęło

Od kilku dni dzieci chodzą jak w jakimś transie, jak na cukrowym haju, i szepczą coś zagadkowo po kątach albo chichoczą szatańsko, spoglądając w moją stronę. Co chwilę słyszę jak ktoś sobie cichutko nuci „40 lat minęło” i widzę, że wyraźnie coś się święci. - A wiesz mamo, że my nic nie przygotowaliśmy na twoje urodziny - mówi w pewnej chwili Helena i spogląda znacząco na Ignasia. - Ale nie patrz na to krzesło, co my się na nim lubimy kręcić, dobrze? - dodaje po chwili. No tak. Moje 40 urodziny to wydarzenie sezonu. Emocje sięgają zenitu.  - I ty naprawdę będziesz miała już jutro 40 lat? - pyta Ignaś. - No tak - odpowiadam zgodnie z prawdą. - Dużo... - mówi syn.  Helena nie wytrzymuje ciężaru tajemnicy i co jakiś czas coś tam mówi, na przykład: - A wiesz, że my mamy dla ciebie taki ładny napis. Ładniejszy niż Ignaś zrobił na Dzień Kobiet! Bo my mamy dla ciebie takie dmuchane literki! I ja nawet nadmuchałam sama takie dwie literki I i Y, a resztę to już nadmuchał Ignacy. - A co ...

Mydło Wikingów

Ignacy Godlewski (lat prawie 9) dorasta. Stało się to nagle i niespodziewanie. Zaczęło się chyba od tego, że postanowił nam zrobić herbatę i na pytanie zestresowanego ojca: „Nie poparzysz się?” Odpowiedział coś w stylu: „Nie! No weź!” (Pytanie oczywiście było durne, bo nie znam osoby, która na takowe odpowiedziałaby: „Tak, pewnie się poparzę, ale najwyżej w stopniu lekkim”). W każdym razie Ignacy jak obiecał, tak faktycznie się nie poparzył i robi nam te herbaty teraz cyklicznie. Czasem dochodzi do tego jakieś zorganizowanie śniadania a ostatnio zaczął być specjalistą od rozpalania grilla. Zrobił się przy tym jakiś taki dumny i męski. Generalnie nie ma dla niego rzeczy niemożliwych i nawet czasem gdy jego tata się poddaje i mówi, że czegoś się nie da zrobić, to Ignaś mówi: „Pokaż mi to!” i okazuje się, że jednak się da! Dziś natomiast Ignacy zaskoczył nas wszystkich ponieważ postanowił zrobić mydło. I nie jakieś tam byle jakie, tylko mydło z kasztanów! Od jakiegoś czasu ten pomysł ...

A co wy zabieracie na spacer?

Mój szanowny małżonek kiedyś się przejęzyczył i zamiast powiedzieć: „Idę i przyniosę  to z samochodu”, powiedział: „przyniosę to z samolotu”. Nieźle się wtedy uśmiałam, a Jędrek skwitował to słowami: „bo wiesz, pomyliłem życie, które wiodę, z tym, które chciałbym wieść...” Aha. Nasza Helena natomiast ma zupełnie odwrotnie. Ona sobie wiedzie życie dokładnie takie, jakie chce. Na wczorajszym spacerze na przykład rzuciła w pewnej chwili, patrząc na mnie wymownie: -  Szkoda, że nie wzięliśmy detektora metalu! Serio, serio! W pierwszej chwili zbaraniałam i zastanawiałam się, czy dobrze usłyszałam. -  Czego? - spytałam. Kiedy dostałam potwierdzenie, czyli powtórkę wypowiedzi, wtedy udałam głupa i spytałam  moją czteroletnią córkę: - A co to i do czego nam to potrzebne?  Ona pozostała niewzruszona. Serio wierzy, że mamy detektor metalu i tylko go nie zabraliśmy akurat na spacer. Wytłumaczyła mi do czego służy taki detektor i uznała, że gdybyśmy go zabrali na spacer to ...

Po czym poznać Starą Duszę?

Nasza  (moja i Doroty) ulubiona autorka powieści kryminalnych, Agatha Christie, w swojej autobiografii napisała: „Myślę czasami, że w ostatnim wcieleniu, jeśli teoria reinkarnacji jest prawdziwa, musiałam być psem. Mam wiele psich cech. Kiedy ktoś dokądś się wybiera albo zaczyna coś robić, ja zawsze chcę, żeby mnie też zabrano i żebym mogła wziąć w tym udział.” Jeśli teoria reinkarnacji jest prawdziwa to nasza 4-letnia Helena też już kiedyś żyła. Czasami wydaje nam się, że to tzw. Stara Dusza. Ignacy wręcz przeciwnie - on jest całkiem nowy. A Helena? Ona zbiera CHRUST w lesie. Ona nie lubi spać, jakby bała się utraty choćby sekundy z dnia. Ona kocha naturę. Uwielbia trzymać w dłoni dżdżownice, ma w pokoju dwa zaprzyjaźnione pająki Zenona-Lenona i Halinę-Linę i z uczuciem głaszcze stonogi wyciągnięte spod kamienia. Ona zawsze wzrusza się, gdy ogląda nasz ślub. Ona ma problem z tym, że nie ma jej na starych fotografiach. To wielki problem, bo przecież nie ma jej na ż...

O zwierzętach i mózgu słów kilka

- Mamo! A koguta to można tak schować do buta? - zagaiła ni stąd ni zowąd Helenka. - A ty jak myślisz? - zapytałam ja. - Nie można go wkładać do buta bo by się udusił! A takiego indora do wora to można? - kontynuowało moje czteroletnie dziecko. - A co ty na ten temat sądzisz? - spytałam ja i zorientowałam się, że to nie chodzi o jakieś tam przykładowe zwierzęta tylko te z piosenki. No bo kto nie zna starej jak świat melodii, którą nuciły nam nasze babcie: "Miała baba koguta, koguta, koguta! Wsadziła go do buta, do buta! Siedź!" Dalej jest tam tekst o indorze i baranie więc spodziewałam się kolejnego pytania mojej córki, która powiedziała: - A barana to można włożyć do siana? - A ty jak myślisz córeczko? - zapytałam. - No ja myślę, że nie można, bo on by się mógł udusić i nawet ktoś by mógł go zdepnąć w tym sianie... I wiesz co mamo? Ja myślę, że ta baba w tej piosence to była jakaś głupia... Kilka dni temu natomiast Helka nagle wykrzyknęła: - Mózg to jest fajna rze...

Chleb z bitą śmietaną

Kilka dni temu przy śniadaniu nasza czteroletnia Helena, siedząc przy stole, spytała: - Mamo, myślisz, że moglibyśmy kiedyś zrobić chleb z bitą śmietaną? - Może tak - odpowiadziała z wahaniem mama Dorota. - Chleb z bitą śmietaną - powtórzyła nasza córka z rozmarzeniem - ale bez skórki, bo ze skórką chleb z bitą śmietaną smakuje dziwnie... chyba. Skórka wiele zmienia. Dziwne tylko, że mówi to osoba, która często robi sobie chleb z dżemem i szynką naraz, od czasu do czasu maczając w tym dżemie ogórka. Jędrzej / mamotato Jeśli podobał się Tobie nasz wpis polub stronę mamotato na Facebooku  👍🙃 Obserwuj mamotato na Instagramie  😉🔭 Subskrybuj nasz kanał mamotato na YouTube  🎶🎹

Pobudka

To było kilka dni przed czwartymi urodzinami Helenki, przed północą.  My - dwoje podekscytowanych, 39-letnich rodziców - wyjęliśmy lalkę, którą kupiliśmy dla naszej córki. Karmiliśmy ją, mówiliśmy do niej, bawiliśmy się z nią w akuku... Dwie godziny minęły jak z bicza strzelił. To była zdecydowanie lalka dla nas. Wiedzieliśmy, że niebawem będziemy ją musieli oddać naszej czterolatce, ale najpierw przecież musieliśmy sprawdzić czy działa. I działała i to jak działała! Nawet przed drugą w nocy działała. Bycie rodzicem to naprawdę fajna zabawa. No z wyjątkiem tego, że... O 6:30 nasz ośmiolatek pojawił się w progu naszej sypialni i zapytał czy wstajemy. Powiedziałem, że oczywiście że nie (przecież dopiero co położyliśmy interaktywną lalkę spać), że jest za wcześnie i żeby się jeszcze położył. W efekcie poszedłem się położyć z nim. Liczyłem na to, że może jeszcze na chwilę zmrużę oczy. On leżał z otwartymi i patrzył na zegar. Punktualnie o 7:00, gdy właśnie zacząłem zasypiać, u...

Plany Noworoczne i nie tylko

I jak tam Wasze postanowienia i plany na Nowy Rok? Będziecie więcej podróżować, mniej rozmyślać o przeszłości, zdrowiej się odżywiać, więcej czytać, częściej ćwiczyć? Okazało się że nasza czteroletnia Helena również poczyniła pewne plany, w jej wypadku dalekosiężne. Ostatnio zwróciła się do mnie mówiąc: „Wiesz co? Jak ja już będę duża to będziemy się razem spotykać i będziemy razem golić sobie nogi i pić piwko!” „Hmm” - odpowiedziałam, bo trochę mnie zamurowało, a potem popędziłam z pytaniem uzupełniającym - „Czy najpierw będziemy golić nogi a potem wspólnie pić?” Bo kolejność ma znaczenie i po takim wspólnym piciu to już takie golenie nóg to może wyjść różnie... „Tak, najpierw ogolimy nogi” - potwierdziła Helena, więc uznałam że to całkiem spoko plan. I teraz wieczorem, kiedy właśnie ogoliłam swoje nogi (sama) a mój małżonek przygotował dla nas grzane piwko, które podobno ma nam pomóc pokonać męczące nas od ponad tygodnia przeziębienie, to muszę przyznać że to jest super począte...

Trzy rzeczy, których absolutnie nie powinno się jeść. Tylko trzy (wg Helenki)

Gdybyśmy spytali naszą prawie 4-letnią Helenkę o trzy rzeczy, których absolutnie nie powinno się jeść, prawie na pewno wymieniłaby: cebulę, pomidory i żółty ser. Poza tym pewnie uznałaby nasze pytanie za głupie. Gdybyście pojawili się w naszym domu, moglibyście zobaczyć naszą córkę, jak krąży i pyta: "Co mogę zjeść?" Czy je dużo? Niekoniecznie. Dużo pyta. I przede wszystkim Helenie WSZYSTKO, OD ZAWSZE KOJARZY SIĘ Z JEDZENIEM. Przykładowo, gdy rok temu jechaliśmy do Edynburga, w pewnym momencie powiedziałem: - O! Jedzie karetka! Nasza wówczas niespełna 3-letnia córka zareagowała błyskawicznie, oblizując wargi i mówiąc rozmarzonym głosem: - Mmm... Karetka jest dobra... - po chwili, jakby w zamyśleniu, dodała - truskawki są dobre... - przerwała, aby przełknąć ślinę, moment później kontynuując z rozmarzeniem - karetka z truskawkami jest bardzo dobra! Lubię to! - Chyba chodzi ci o galatetkę? - spytała rozbawiona mama Dorota. A ja pomyślałem sobie jaka ona musi być gło...

Już to teraz, czyli z głodem nie ma żartów

Nasz 8-letni Ignacy wprowadził swego czasu do naszego słownika kilka nowych słów, jak choćby "żartowny", czy też "mamotato". Oboje, on i nasza 3,5-letnia Helenka, wymyślili również swoją wersję placu zabaw. Ignacy bawi się od zawsze na "plac zabawie", a Helka na "placu zabie". Ostatnio Helena skonstruowała sobie taki oto logiczny zwrot "Już to teraz!". Gdy my mówimy "Już!" i nie robimy tego o co nas prosi, Helenka mówi "Już to teraz!". "Już to teraz!" na dobre zagościło w naszej rodzinie i zaliczamy go do tych "żartownych". Podobnie jak "żartowne" było kultowe już pytanie podczas ubiegłorocznych wakacji, wtedy jeszcze 2,5-letniej Helenki, zadawane ZAWSZE gdy wychodziliśmy z posiłku: - Co mogę zjeść? Bo jeść Helenka lubi. Ignacy - w przeciwieństwie do swoje siostry - nie. Pod tym względem nigdy nie był wymagający. Jadł od zawsze absolutne minimum, chociaż zachęcaliśmy. Zaspokaja...

Rodzinne oglądanie fotografii, czyli słów kilka o posiłkach

Siedzimy sobie na kanapie i oglądamy albumy ze zdjęciami. - O! jaki słodziak! Popatrz! – mówię, wskazując na fotografię małego Ignasia na tle morza. - Czy to ja? – pyta nasza, prawie 4-letnia, Helena. Faktycznie ostatnio Ignaś i Helka zrobili się jacyś bardziej podobni do siebie i czasami trudno ich rozróżnić na zdjęciach. - Nie, Helenko! To mały Ignaś – mówi tata Jędrek i, wskazując na kolejne zdjęcie, dodaje - O! Popatrzcie, a tu jesteśmy z Ignasiem na spacerze w lesie… - A ja gdzie wtedy byłam? – nie daje za wygraną Helena. - Ty byłaś wtedy w mojej głowie. Bo ja sobie już o tobie myślałam… - mówię ja. - Ty się jeszcze wtedy nie urodziłaś – dodaje rzeczowo Ignacy. - O nie! – krzyczy Helka – Jak to się jeszcze nie urodziłam! Jak to byłam w głowie? Wy byliście z Ignasiem w tylu miejscach, a ja tyko w głowie i w głowie! - Bo ty jesteś młodsza… - jeszcze próbuje załagodzić sytuację tata, a ja siedzę, przyglądam się tej scenie i przysłuchuję, bo wiem, że Helki załagodzić byle c...

4 razy TAK, czyli przynajmniej 4 powody, dlaczego warto wybrać się z dziećmi pod namiot

Tak, zrobiliśmy to! Wybraliśmy się z dzieciakami pod namiot. Tak, byliśmy pełni obaw (czy Helena nie jest jeszcze za mała, czy dzieciaki zasną w namiocie, czy nie zmarzną w nocy itp.) Tak, daliśmy radę i jesteśmy z tej wyprawy mega dumni. Tak, to był niezapomniany czas. Dlaczego akurat pod namiot? Są przynajmniej 4 powody: 1. Uwielbiamy kontakt z naturą i przebywanie na powietrzu. 2. Kochamy pikniki. 3. Lubimy wyzwania. 4. Tak jest latem dużo taniej. Dzieciaki już od samego początku wyprawy były tak podekscytowane faktem , że noc spędzą w namiocie, że chciały znaleźć się na polu namiotowym jak najszybciej. 3,5 letnia Helena już od razna co chwilę powtarzała: - O! Już chyba za chwile będzie noc. Trzeba iść spać. To była frajda. Położyć się w prawdziwym namiocie i otulić się ciepłym śpiworem. Przed zaśnięciem otworzyliśmy „drzwi” od namiotu i patrzyliśmy w gwiazdy! Ach! Serio! Romantico, że hej! Spędziliśmy pod namiotem trzy noce. Bardzo ciepłe noce. Przeżyliś...