Przejdź do głównej zawartości

Posty

Trzy rzeczy, które są niezbędne, kiedy poróżujesz z dziećmi samolotem

Wiadomo, że podróżowanie z dziećmi nie jest łatwe. Jednak potrafi też dostarczyć niesamowitych, niepowtarzalnych wrażeń. Są trzy rzeczy, o których nigdy nie możesz zapomnieć, kiedy wyruszasz w podróż z tymi małymi, nieobliczlnymi istotami. 1. OPANOWANIE Poczatek podróży. Nadajemy nasze bagaże na lotnisku Poznań-Ławica. Z pewnymi siebie minami kładziemy je na taśmie, ponieważ w domu przepakowywaliśmy się kilkakrotnie i z kilkadziesiąt razy ważyliśmy walizki, aby sprawdzić, czy nie przekraczają ustalonego maksimum. Dwie z nich już zostały zważone i spokojnie odjechały na czarnej taśmie w dal. Ostatnia walizka leży na wadze przy panu lotniskowym, który patrzy na nas dziwnie i po dłuższej chwili mówi: - Ale ten bagaż jest za ciężki. - Jak to? – mówię ja i oszalałym wzrokiem patrzę na pana lotniskowego. W głowie już mam obrazy tego, że muszę teraz przepakować rzeczy, a przecież nie mam gdzie, bo pozostałe walizki już odjechały. - Przecież je dokładnie ważyliśmy w domu! – dodaję ...

Czarno-biały kolorowy świat

Odkąd mamy dzieci nasze życie zdecydowanie nabiera barw. Dzięki magii Internetu nasz sześcioletni syn Ignacy może oglądać stare filmy, i nie chodzi tu o filmy z roku 2000, bo dla niego one też są stare, ale o takie z naszego dzieciństwa (lata 80' i 90') i starsze. Czujemy się bardzo staro, gdy pyta nas, czy jak my byliśmy mali to filmy były czarno-białe. On myśli, że ile my mamy lat? Że bawiliśmy się w piaskownicy razem z Jezusem? Gdy prababcia Ignasia, Irena, była mała to kinematografia raczkowała razem z nią. Choć to słabe, że musimy się z nią porównywać, by poczuć sie młodziej. Umysłowi sześcioletka urodzonego w 21 wieku, przyzwyczajonego do kolorowych klipów w Internecie, trudno ogarnąć ideę czarno-białej telewizji. Ostatnio usłyszeliśmy od niego pytanie: - Mamotato, czy kiedyś ludzie chodzili ubrani na czarno-biało? No jasne, po szarym deszczu wychodziła wtedy czarno-szaro-biała tęcza, a kobiety miały szminki w 50 odcieniach szarości. Może i my, rodzice, mamy z dz...

Sen kreatywnie

Utarło się przekonanie, że rodzice małych dzieci nie sypiają w nocy. Muszę obalić tę teorię. Rodzice sypiają, ale po prostu bardziej kreatywnie i w bardziej urozmaicony sposób. Niech potwierdzeniem mojej tezy będzie opis dzisiejszej rodzicielskiej nocy. Zasnęliśmy jakoś chwilę po północy. Około drugiej obudziła mnie pochylająca się nade mną rozczochrana blond czupryna, szepcząca: "Mamusiu! Mogę się przytulić?" W tym momencie zdałam sobie sprawę, że się nie wyśpię, ale oczywiście wpuściłam Ignasia do łóżka. Oplótł mnie zaraz tymi swoimi chudymi ramionami, powiedział cichutko: "Zobacz jak my teraz jesteśmy fajnie splątani Mamusiu". I zasnął. Ja oczywiście nie, bo jakoś tchu nie mogłam złapać, ale też bałam się poruszyć żeby go nie zbudzić. Około 2:30 zaczęła się uaktywniać Helena. Słychać było wyraźne kopnięcia w łóżeczko i jakieś pojękiwania. Ignacy się obudził więc zaproponowałam mu, że może położy się w swoim pokoju, a ja położę się tam z nim, bo inaczej siostra ...

Niesamowite Przezprzypadki. Czy wszystko da się naprawić?

- Zdarzają mi się czasem PRZEZPRZYPADKI - powiedział ostatnio Ignacy. Piękne słowo! Wam też się czasem zdarzają takowe? Ja na przykład całkiem niedawno miałam taki PRZEZPRZYPADEK, że zahaczyłam stopą o półtoralitrową butelkę wody stojącą w pokoju dziecięcym i jej zawartość błyskawicznie zalała pół dywanu. Jakież było moje zdziwienie, kiedy spojrzałam na butelkę i zobaczyłam, że jest szczelnie zamknięta, ale już prawie zupełnie pusta. - Normalnie magia! - pomyślałam sobie i zerknęłam na Ignacego, przyglądającego się całemu zdarzeniu. Miał dziwnie zaciśnięte usta i stał w zupełnej ciszy. Dziwna sytuacja... Zaczęłam bardziej badawczo przyglądać się butelce i wtedy spostrzegłam, że ciut poniżej główki butelki znajduje się spora dziura o nieokreślonym kształcie, zaklejona taśmą klejącą!!!  Od kiedy mam dzieci coraz mniej rzeczy mnie dziwi. Teraz jednakże stałam przez chwilę oszołomiona. Następnie zwróciłam się do swego pierworodnego: - Ignasiu! Czy wiesz może co się stało z tą butel...

Puk, puk! Powtórka z rozrywki.

Zaczęły się! Ponownie. Żarty. Jesteśmy rodzicami dwójki dzieci. Obserwowaliśmy ewolucję żartów u Ignacego, a teraz mamy powtórkę z rozrywki u naszej, prawie dwuletniej Helenki. Uwielbiamy żarty sytuacyjnye, improwizowane. Jako pedagodzy wiemy, że dziecko zaczyna żartować z wiekiem. Muszą się w mózgu wykształcić pewne połączenia. Żart jest mocno związany z umiejętnością myślenia abstrakcyjnego, które u dziecka z czasem się rozwija. Jako rodzice wiemy, że dziecko najwięcej uczy się przez rozmowę. Wiec gadamy z naszymi dziećmi i gadamy i gadamy. Żart jest tym śmieszniejszy im bardziej skojarzy się ze sobą z pozoru nie powiązane rzeczy. Obecnie nasz 6-letni Ignacy bardzo często nas rozśmiesza, coraz bardziej wyrafinowanymi i świadomymi żartami sytuacyjnymi. Pamiętamy jak to się zaczynało. Ignacy nie miał półtora roku. Wiedział doskonale jak robi kot ("miał"), pies ("hau hau"), świnka ("chrum:) itp. Pewnego dnia siedzieliśmy we trójkę w łóżku i coś jedliśmy....

Znacie Adama?

Znacie Adama? Jest z nami, a właściwie z Ignasiem od ponad pięciu lat i jest jego przytulanką – usypianką. Adam został zakupiony w Ikea i nasz syn otrzymał go od nas z okazji pierwszego w swoim życiu Dnia Dziecka i od tej chwili są nierozłączni. Adam towarzyszył Ignasiowi podczas snu, wakacji, zabaw w piasku, pierwszego dnia w przedszkolu i pewnie nie raz w toalecie. Wiele już w życiu przeszedł, był kiedyś cały w wymiotach, w błocie i w wodzie więc nie wygląda już tak dobrze jak kiedyś… Jednak Ignacy cały czas lubi go mieć blisko siebie. Nasz rodzicielski sekret polega na tym, że Adamów jest dwóch i gdy jeden się zabrudzi to idzie do kąpieli czyli prania a zastępuje go ten drugi czysty i świeży ;) Ostatnio nasza rozmowa zeszła na temat nowych zabawek i wyrzucania tych starych. Ignacy od razu zastrzegł: - Ja nigdy nie wyrzucę Adama! - Dobrze – odpowiedziałam – to jest dobry pomysł. Zachowasz go na zawsze i kiedyś pokażesz swoim dzieciom. - Tak – zgodził się Ignacy – ale ja zawsze...

Ignacy i liczbowa obsesja

Nasz prawie szceścioletni Ignacy przeżywa w ostatnim czasie wielką fascynację liczbami. To znaczy on od małego uwielbiał liczby, ale teraz, jak już umie liczyć pewnie do 100 (nieustannie, nie wiadomo dlaczego, omijając 16), ta fascynacja stała się niemalże liczbową obsesją. A objawia się mniej więcej tak... Wieczór. Ignacy leży z mamą w łóżku i próbuje zasnąć, ale liczby przemykają przez jego głowę, dręczą go i nie pozwalają mu zmrużyć oka. - MAMO! A WIESZ, ŻE PIĘĆ DODAĆ SZEŚĆ TO JEST JEDENAŚCIE?! - pyta Ignacy głośnym, podekscytowany szeptem. - Wiem - odpowiada mama Dorota. - MAMO! A WIESZ, ŻE SZEŚĆ I OSIEM TO CZTERNAŚCIE?! - kontynuuje nas syn. - NAPRAWDĘ?! - mama Dorota próbuje osiągnąć ten sam stopień podekscytownia. - NAPRAWDĘ - odpowiada Ignacy. - Ignacy - mama Dorota przejmuje inicjatywę - teraz ja Ci coś powiem. A WIESZ, ŻE STO DODAĆ STO TO DWIEŚCIE?! - WOW! - mówi Ignacy i nie wiedomo co jest teraz większe, jego źrenice, czy podziw dla mamy. Kilka dni później ...

Diaboliczny rechot

Kilka dni temu podczas wspólnej zabawy, mama Dorota wygłupiała się z naszą córką Helenką (1,5 roku) i w pewnym momencie powiedziała do niej: - Helenka! Diaboliczny rechot! Na te słowa Helenka wydała z siebie diaboliczne „HA! HA! HA! HA! HA!”, które potrafiłoby zmrozić krew w żyłach niejednemu jej rówieśnikowi. Po chwili do zabawy przyłączyliśmy się wsczyscy. Siedzieliśmy w ogrodzie, a nasz czterogłosowy, diaboliczny rechot słyszała cała okolica, zaś sąsiedzi upewnili się tylko w przekonaniu, że za płotem mieszka rodzina świrów. Wczoraj jechałem z Helenką i Ignacym samochodem, żeby odebrać mamę Dotorę i babcię Inię. Po drodze Ignacy zaczął mówić do Helenki: - Helenka! Diaboliczny rechot! Helenka! Diaboliczny rechot! Na co Helenka zaczynała swoje diaboliczne „HA! HA! HA! HA! HA!” Potem Ignacy zaczął się śmiać, według niego diabolicznie. Powiedziałem, że to nie brzmi zbyt diabolicznie. Ignacy trochę się załamał. Zaczęliśmy bawić się w wydobywanie z siebie różnych rodzajów śmiechu. Wres...

Teraz to już pewne. Mężczyznom brakuje jednego genu.

 To jeden z tych kiepskich poranków. Straszna migrena, taka, która sprawia, że każdy krok jest dramatem i powoduje odruch wymiotny. Każdy odgłos przeszkadza, a wiadomo, że przy dwójce dzieci odgłosów jest naprawdę niemało. Ignacy od razu zauważył, że coś ze mną nie w porządku i zapytał co się dzieje. Otrzymał odpowiedź, że boli  mnie strasznie głowa i chce mi się wymiotować. Przytulił mnie i odrzekł krótko: - To wymiotuj mamo! No tak… chyba sformułowanie „chce mi się wymiotować” nie jest odpowiednie. Przecież jak czegoś się chce to powinno się to robić… Nieważne. Byle tylko usiąść na kanapie. Tak! Jak siedzę, to wszystko wiruje jakby mniej. Łykam paracetamol i jak zwykle wierzę, że za chwilę będzie lepiej. Nagle słyszę okrzyk oburzonego Ignacego, który wymachuje pustym kubkiem: - Mamo a Helena to wypiła a nie wiadomo czy to nie było wino?! - Jakie wino? Skąd wino? – pytam, rozglądając się nerwowo po pokoju i starając się przypomnieć sobie kiedy w ogóle piłam ostatnio ja...

Ignacy, bogowie i wiara

Ostatnio czytamy wieczorami „Mity dla dzieci” autorstwa Grzegorza Kasdepke. Książka w przyjemny i zabawny sposób przybliża grecką kulturę i zachęca do dyskusji, które często mają ciekawy obrót.  Niedawno Ignacy strasznie przejął się historią Prometeusza. W pewnym momencie zapytał: - I on tak tych ludzi ulepił z gliny, tak? - No tak – odrzekłam zgodnie z treścią właśnie przeczytanego mitu. Ignacy miał poważną minę, a w jego oczach można było odczytać wyrazy uznania dla działań Prometeusza. Po chwili milczenia powiedział: - No ja bym tak nie umiał zrobić. Najpierw pomyślałam sobie, że jakże wysoko mierzy to moje pięcioletnie dziecko, że chce tworzyć ludzi z gliny. Potem ucieszyłam się, że potrafi dobrze ocenić swoje możliwości. Spokojnie kontynuowałam: - Wiesz Ignasiu, może dlatego byś nie potrafił tego zrobić, bo nie jesteś bogiem? Ignacy szybko sprostował: - E nie! Dlatego, że nie mam gliny! No tak… Wiara we własne możliwości. Jakże ważna i jakże czasem nam jej brak… ...

Ignacy, kobiety, przyszłość i konstruowanie baterii

 Szliśmy sobie pewnego dnia w czwórkę nadmorską promenadą. Helenka spała w wózku, a my rozmawialiśmy z Ignacym. W pewnym momencie nasz pięcioletni syn zauważył starszą panią jadącą eklektycznym wózkiem i zaczął się zastanawiać jak ta Pani do niego wsiada, wysiada itp. Mama Dorota, korzystając z okazji, spytała: - Jak będziemy starzy to będziesz się nami opiekował? Ignacy odpowiedział bez chwili zastanowienia: - Nie! Będę się opiekował moją żoną. - Nie będziesz się opiekował nami tylko swoją młodą żoną? - spytała trochę rozczarowana mama Dorota. - Nie! Starą żonę sobie wezmę! - odpowiedział Ignacy. Jeśli chodzi o naszą odległą przyszłość to jedyna nadzieja leży w naszej córce i jej, miejmy nadzieję, młodym mężu. Nasz syn będzie miał starą żonę. Prawda jest taka, że Ignacy potrafi zrobić wrażenie zarówno na dziewczynach starszych od niego o 20 lat jak i tych w jego wieku. Kilka dni temu pojechaliśmy w gości do wujka Marka i ciociu Marleny. Był sobotni poranek. Wujek i...

Co z nami będzie?

Ważne jest żeby wiedzieć kim się chce być w życiu. Podobno to się czuje… Ja zawsze chciałam być nauczycielem. Wydawało mi się to niesamowicie interesujące. I tak jest w istocie. Nadal lubię swoją pracę. Trochę tylko poszerzyłam swoje edukacyjne działania, bo oprócz zajęć dla dzieci, doszły szkolenia dla osób w różnym wieku. Lubię to, że hej! Ostatnio temat przyszłości powrócił w naszej rodzinie z powodu hucznie obchodzonego roczku Helenki. Tradycja, jak wiadomo, rzecz święta, więc przygotowaliśmy dla naszej córki symboliczne przedmioty, z których miała wybierać i w ten sposób niejako określić swoją przyszłość. Na stole znalazły się: różaniec, kieliszek, pieniądze i książka. Helena podchodziła do losowania dwa razy i zawsze wybierała książkę i pieniądze (w tej kolejności). Żartowaliśmy sobie potem, że będzie pisarką, która zarobi kasę na jakiejś poczytnej powieści. Jasne, jasne, ha ha ha, pewnie tak będzie… Nasze rozważania przerwał Ignacy swoim pytaniem: - No dobrze, a ja co w...

Ignacy i uchodźcy

Od kiedy na świecie pojawiła się Helenka, Ignacy stał się ekspertem od dzieci. Często zdarza mu się podsłyszeć fragmenty rozmów. Zapamiętuje jakieś szczegóły, by później zabłysnąć jakąś mądrą opinią przed rodziną lub naszymi znajomymi. Pewnego dnia na rodzinnej imprezie u babci Ini było bardzo głośno, a na dodatek Helenka zaczęła płakać. - Mamotato! Helena płacze, bo tu jest za dużo uchodźców! - stwierdził Ignacy. Rozejrzeliśmy się dookoła, szybko ogarniając wzrokiem nieduży pokój w niedużym mieszkaniu babci. - Za dużo uchodźców? - spytała mama Dorota, zastanawiając się, których członków rodziny Ignacy ma na myśli. Fakt. Podczas jednej z wizyt w Turcji, mnie, osobistego tatę Ignacego, nawet Turek pomylił z Turkiem. Płacz Helenki wynikał jednak z bardziej banalnego powodu. Okazało się, że Ignacy ma na myśli zbyt dużą ilośc bodźców. Nasz pięciolatek okazuje się jednak często bardzo pomocny. Gdy jesteśmy zmęczeni słyszymy na przykład: - Mamotato! Wy sobie wyjdźcie na ogród, a ja się za...

Porządek

Zdenerwowana bałaganem w pokoju Ignasia pytam z wyrzutem: - Jak to jest, że ja ciągle widzę te śmieci na podłodze, a Ty ich ich nie widzisz? - Bo Ty patrzysz w dół - odpowiada spokojnie moje dziecię. No i to może jest odpowiedź. Od dziś żadnego patrzenia w dół i broń boże wstecz! Od dziś tylko patrzę w przyszłość, z optymizmem i z nadzieją... że ktoś to wreszcie posprząta. Dorota / mamotato Jeśli podobał się Tobie nasz wpis polub stronę mamotato na Facebooku  👍🙃 Obserwuj mamotato na Instagramie  😉🔭 Subskrybuj nasz kanał mamotato na YouTube  🎶🎹

Ignacy i gejka

Byłam z Heleną i Ignacym w sklepie z ciuchami. Helena, która jeszcze nie miała roczku, przez dłuższą chwilę skupiła wzrok na jakiejś kobiecie. Dostrzegł to Ignacy i natychmiast zareagował: - O! Helena! Podobają Ci się kobiety co? No tak, tak! Będziesz gejką, co? - Kim? - zapytałam. - No gejką - odparł nasz pięciolatek - taką kobietą co kocha kobiety. - Jeśli chcesz możemy o tym porozmawiać jak wyjdziemy ze sklepu - zaproponowałam. - Dlaczego jak wyjdziemy ze sklepu a nie teraz? - zapytał mój pięciolatek. - Bo to poważny temat - odpowiedziałam. - Dla mnie to nie jest poważny temat - stwierdził stanowczo mój syn. Po chwili wyskoczył z pytaniem: - A ty byś mogła być gejką? - Nie - odparłam, rozglądając się nerwowo wokół. - A dlaczego? Dlatego, że jesteś taką doskonałą mamą? Hmmm... no cóż... Jak widać co dla jednych jest trudnym i poważnym tematem, dla innych wcale być takim nie musi a i tak wszystko sprowadza się po prostu  do bycia dobrym rodzicem ;) Dorota / mamotat...

Wojaże z nadbagażem: Podróż PKP

Porwałam się na podróż PKP! Ba! Porwałam się na podróż PKP z dziećmi! Przestrzegam: Jeśli nie musicie – nie czyńcie tego! Nie podołałabym fizycznie i psychicznie gdyby nie pomoc mojej niezawodnej siostry ale i licznego grona przypadkowych miłych, zupełnie obcych ludzi. A było to tak: Ponieważ na stronie PKP nie mogłam znaleźć informacji na temat podróżowania z dziećmi i głębokim wózkiem postanowiłam wybrać się specjalnie na dworzec, aby zapytać o szczegóły i kupić bilety. Otrzymałam wyraźną informację, że mogę spokojnie podróżować z głębokim wózkiem jeśli zakupię bilety w tzw. Przedziale dla matki z dzieckiem w specjalnym wagonie nr 12. Ucieszyłam się i zakupiłam bilet rodzinny dla naszej ekipy. Oprócz wózka, w którym przemieszcza się sześciomiesięczna Helena, przewoziliśmy również łóżeczko turystyczne, walizkę, plecak i kilka toreb. No trochę się tego uzbierało… Jakie było nasze zdziwienie, kiedy okazało się, że magiczny wagon nr 12 jest zwyczajnym wagonem. Wózek oczywiście trzeb...

Ignacy i stworzenie świata

Nasz Ignacy przyszedł z przedszkola i powiedział: - Musimy stworzyć świat! To stworzyliśmy. Bogu zajęło to sześć dni, nam wspólnymi siłami trzy wieczory. Efekt może nie jest tak spektakularny, ale ten jest cały nasz. Jak się okazało do stworzenia świata potrzebnych jest kilka bandaży, okrągły balon i klej wikol. Przydadzą się także stare bluzki, nożyczki i fosforyzująca farba. Jeszcze tylko podkoloryzujemy oceany niebieską farbą. I tadam! Gotowe! Całość podświetlamy lampkami, schowanymi we wnętrzu Ziemi. A po zgaszeniu światła kontynenty wciąż są widoczne. Jeśli podobał się Tobie nasz wpis polub stronę mamotato na Facebooku  👍🙃 Obserwuj mamotato na Instagramie  😉🔭 Subskrybuj nasz kanał mamotato na YouTube  🎶🎹

Kurtynowiec i Wró-bar

Było przed siódmą rano. Szykowałyśmy się z Ignacym do przedszkola. Mój umysł ledwo klecił zdania. Mózg czterolatka pracował zaś na najwyższych obrotach, a usta nie nadążały wypowiadać kolejnych słów: - Tato, a jak wrócę z przedszkola to muszę zrobić taką maszynę, żeby kurtyna sama się wznosiła. W górę i w dół! Wiem, potrzebuję dwa sznurki, naklejki, jedną piankę kartkową, jakąś kartkę i kredki żeby zrobić kurtynowca. - Kurtynowca? - spytałem ledwo powtarzając nowe słowo. - Tak, kurtynowca! To będzie super maszyna! - zakończył podekscytowany Ignacy. - Pamiętaj, że po przedszkolu jedziemy do babci Ini - powiedziałem. - To zrobię kurtynowca u babci Ini! - nie podawał się Ignacy. I zrobił. Babcia Inia miała na szczęście dwa sznurki.  Było przedstawienie. Nie zabrakło kurtynowca. Kilka dni później w wyniku połączenia naszych konstruktorskich sił powstał WRÓ-BAR. Najlepsza jadłodajnia dla wróbli w naszej miejscowości. Tak popularna, że nie potrzebuje kuchennych rewolucji Magdy ...

Seks według czterolatka

Poniedziałek. Wczesne godziny popołudniowe. Korzystając z chwili, kiedy akurat żadne z naszych dzieci nie domagało się uwagi, siedzieliśmy na kanapie przytuleni, szepcząc do siebie. Nagle, ni z tego ni z owego, odezwał się Ignacy: - Co, chcecie mieć seks? Na chwilę zaniemówiliśmy. Mama Dorota pierwsza odzyskała głos: - Co masz na myśli? - spytała. - No seks! - odpowiedział pewnym głosem nasz czteroletni syn. - Co ty mówisz? Ty wiesz co to jest seks? - włączył się tata Jędrzej. - No pewnie. Seks jest wtedy gdy ludzie są nago. - Nago? - spytała mama, próbując zyskać na czasie. - I co robią nago? - ciekawość wzięła górę nad tatą. - Bawią się razem - odpowiedział Ignacy - chodzą sobie, tak się przytulają mocno, dopełniają się - kontynuował. Całe szczęście na tym jego wiedza  się kończyła. To dobrze, bo po chwili zdecydowanym tonem dodał: - Zrobię to z wami! - Nie możesz - zaprotestowaliśmy. - Dlaczego? - nie ustępował Ignacy. - Bo tak nie można - powiedziała mama Dorota...

Wojaże z nadbagażem: Ahoj przygodo!

Zima, koniec stycznia, zwyczajny dzień w Kołobrzegu. Normalny spacer i wydawać by się mogło, że tradycyjna polska rodzina z dwójką dzieci, ale nie wiedzieć dlaczego budzimy powszechne zdumienie na twarzach mijanych ludzi. Jesteśmy jedyni z wózkiem na molo i na promenadzie. Świeci słońce, temperatura dodatnia, uznaliśmy, że to pogoda idealna na spacer. Trochę idziemy, ociupinkę się gonimy a i odrobinę bawimy w chowanego, przy tym dużo się śmiejemy i dyskutujemy nieustannie, ot rodzina na spacerze. Niby normalka, ale chyba tylko dla nas. Ludzie na nas patrzą dziwnie. Niektórzy kiwają głowami. Nieliczni odważyli się zapytać: „Ile ma to dziecko w  wózku?”. Odpowiedź: „6 tygodni” najczęściej powoduje konsternację i komentarze w stylu: „Naprawdę przyjechali państwo z tak małym dzieckiem nad morze?” i „Ja bym się bała!”. Tylko czy dlatego, że inni się boją my mamy siedzieć w domu? Godzina 13:00, zaczynamy już czuć porządnie podmuchy wiatru. Wchodzimy więc całą naszą czteroosobo...

Świeżo zmalowane

Trochę czasu minęło od ostatniego wpisu, bo też w naszym życiu zaszło trochę bardzo znaczących zmian. Wszystko zaczęło się 9 miesięcy przed 13 grudnia 2015 roku. 12 grudnia Ignacy, widząc zmęczenie swojej mamy, zbliżył głowę do jej brzucha i zdecydowanym głosem powiedział: - Helena, wychodź, bo mama nie może już z Tobą wytrzymać! Helenka wyszła następnego dnia, 13 grudnia po trzynastej. W czepku urodzona, podobno na szczęście. Starszego brata trzeba słuchać. Od owego 13 grudnia prawie nie śpimy, ale i tak jest fajnie. Ignacy ma nowe pole do popisu. Poproszony o umycie Helence smoczka zniknął na chwilę w łazience. Po kilku minutach wyszedł i wręczył Dorocie smoczka mówiąc: - Mamo, powąchaj jak ładnie pachnie! - Umyłeś go mydłem? - mama Dorota nie kryła zaskoczenia. - Mydłem też! - odpowiedział zadowolony z siebie Ignacy. No cóż, nudno nie będzie. Kilka dni temu gdy Helenka spała, mama Dorota zajęła się jak zwykle edukacją jej starszego brata. Zabawa polegała na głoskowaniu wyr...

Ignacy i nowa budowa

- Tato, widziałeś? Tam była nowa budowa! - Usłyszałem z tylnego siedzenia, gdy dziś rano odwoziłem Ignacego samochodem do przedszkola: - Naprawdę? - spytałem. - Tak, nie widziałeś? - usłyszałem wyraźny wyrzut w głosie. - Nie widziałem, ale skąd wiesz, że to była nowa budowa, były tak jakieś koparki? - spróbowałem podpytać. - Nie, tylko dwóch ludzi - odpowiedział Ignacy. - I co oni robili? - byłem ciekaw. - No chodzili... i rozmyślali... - wymieniał powoli Ignacy. - A co, budowlańcy dużo rozmyślają? - spytałem. Ignacy zamyślił się i po chwili powiedział: - Myślę. Po kolejnej chwili dodał: - Myślę. I po kolejnej chwili zakończył melancholijne: - Tak - po czym kontynuował. - A wiesz tato, że ja dziś w przedszkolu znowu będę budował z Marcelem podziemny garaż. Ja bardzo lubię budować z Marcelem. I wiesz tato, ja rządzę na tej budowie. Jednym słowem może jednak ten mój syn będzie budowlańcem, przecież ma już opanowane dwie podstawowe cechy sztuki budowlanej: rządzenie i rozmyśla...

Ignacy i przyszłość

Dzieci zaskakują. Choć trudno przewidzieć co powiedzą, same często zajmują się przewidywaniem przyszłości. Co więcej, to nie jest zwykle jasnowidztwo, one są pewne na 1000%. Rozmowa nr 1. Ignacy i tata - Tato, ja już nie będę mył głowy. Nigdy! Usłyszałem kilka dni temu od Ignacego po burzliwym prysznicu. To podobno nie był dobry czas na mycie włosów. Na marginesie dodam, że według Ignacego taki czas nigdy nie istnieje. Postanowiłem go trochę podpuścić, ponieważ chciałem usłyszeć, jak bardzo już nigdy nie umyje włosów. - A jeśli dałbym Ci paczkę cukierków to jeszcze kiedyś umyjesz głowę? - spytałem. - Może - odpowiedział Ignacy po chwili wahania. - Ale nie jestem pewien. Nasz syn to jednak dobry negocjator. Nie miał jeszcze w ręku paczki cukierków (na marginesie nie dostanie jej), więc po co się określać. Rozmowa nr 2. Ignacy i mama Oprócz mycia włosów, a właściwie niemycia włosów, Ignacy ma też konkretną wizję umeblowania swojego przyszłego domu. - Lubisz mieć...

Więzienie na zimę, ale o 6 rano świat jest piękny

Jest 6 rano. Ignacy budzi nas gotowy już iść do przedszkola, tyle tylko, że my nie jesteśmy jeszcze o tej porze gotowi, by go odprowadzić, bo jeszcze planujemy godzinę snu. Mimo wszystko Ignacy Godlewski (lat 4) nie daje za wygraną i korzystając z naszego chwilowego przebudzenia pyta zaciekawiony: - Mamotato, a jak jest po angielsku słuchacie ? Gdy my, jeszcze trochę śpiąc, zaczynamy ze sobą dyskusję, niespodziewanie pada kolejne pytanie: - Mamotato, a jak jest po angielsku świat jest piękny ? No bardzo piękny, zwłaszcza o 6 rano. Niech żyją lekcje angielskiego o świcie! Po czym Ignacy zostawia nas i idzie, jak co rano od kilku dni, sam umyć zęby, ręce i twarz, aby na koniec trochę się "pogrzebać" (czytaj uczesać), ale najpierw "na mokro", by po chwili wysuszyć włosy suszarką i zrobić sobie "włosy na sucho". My zyskujemy 15 minut snu. Ignacy przejawia zainteresowanie językiem angielskim także podczas dnia. Objawia się ono: a) chęcią nauki innyc...

Ignacy i jego koń-tata

Właściwie od kiedy tylko Ignacy zaczął siadać, jeździ na koniu. A co? Stać go! Tym koniem jest oczywiście jego osobisty tata, czyli ja. Gdy Ignacy ważył kilka kilogramów koniowi było łatwiej. Teraz koń się czasem zapomina. Gdy ostatnio staraliśmy się namówić Ignacego, żeby korzystał z toalety w nocy, to aby go zmotywować nieopatrznie powiedziałem, że może mnie zawołać, a ja przygalopuję i pojedzie do toalety konno. Ignacy przyszedł do nas do łóżka około drugiej w nocy, a po jakimś czasie, gdy akurat zapadłem w najgłębszy sen, usłyszałem niewyraźnie z dalekiej jawy: - Tato, chcę do toalety... I coś tam, coś tam jeszcze, czego przez sen nie mogłem zrozumieć. - To idź - wymamrotałem. Ignacy powtarzał coś kilka razy, ale ja wyłączałem się zawsze po pierwszych słowach i nie słyszałem końca, zasypiając. W efekcie poczułem, że coś chwyta moją  głowę, zbliża się do niej i mówi bardzo głośno: - Tato, chcę do toalety! Ale na koniu! - Wstawaj koniu! Obiecałeś! - dodała nieśpiąca już...

Tajemnicza pępowina

Wieczory są dla mojego czterolatka idealne na refleksje i poruszanie trudnych tematów. Pewnego razu, kiedy szykowaliśmy się do spania zapytał: - Mamo, a dlaczego my już nie jesteśmy połączeni pępowiną? Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że dzieci są połączone pępowiną z mamą kiedy są u niej w brzuchu, a po urodzeniu taką pępowinę się przecina, żeby dziecko mogło się rozwijać samodzielnie. - Naszą pępowinę przeciął tata – dodałam, po czym zdałam sobie sprawę, że zabrzmiało to trochę jak wyrzut. Mój syn trawił przez chwilę tą informację po czym rzekł pogodnie: - Jesteśmy ciągle połączeni pępowiną, wiesz? - Jak to? – spytałam zdziwiona, ale także niezwykle zaciekawiona. Ignacy powiedział wówczas poważnym głosem: - Jesteśmy połączeni pępowiną i jej nie można przeciąć wiesz…bo to jest taka pępowina miłosna! Jakże pięknie to ujął! Czyli to właśnie Miłosna Pępowina sprawia, że zawsze myślami jestem przy moim dziecku? Czuję jakby moje serce żyło gdzieś poza mną…Podobno stając się matk...

Czterolatek i pytania

Czterolatek zadaje mnóstwo pytań. Codziennie. Co chwilę. I uważa, że my rodzice znamy wszystkie odpowiedzi. - Ignacy, jaki samochód mam kupić? - postanowiłem, że tym razem to ja zadam pytanie. Jak zwykle jechaliśmy samochodem do przedszkola. Ignacy nie namyślał się wiele tylko odpowiedział: - Tato, kup taki samochód, który sam parkuje. - Gdzie taki znajdę? Widziałeś takie auto? - spytałem trochę zszokowany, gdyż w ogóle nie brałem takiego kryterium pod uwagę. Samochody które dotąd mieliśmy nawet "same" nie otwierały tylnych szyb. Trzeba było kręcić korbką. - No widziałem. W reklamie. Można puścić kierownicę i auto parkuje. Sa-mo! Jak wysiedliśmy Ignacy pokazał palcem na stojącego nieopodal Forda i powiedział: - O jest! - Skąd wiesz? - spytałem. - Bo widzę znaczek! - no tak, głupie pytanie. Abstrahując od marki samochodu, czy mój syn naprawdę uważa, że tak słabo parkuję? A może jeżdżę za mało efektownie, jak jakiś sztywniak, którego nie stać na efekty kaskaderskie,...